sobota, 24 grudnia 2016

"Nieuniknione" A. Bartol

 
 Genevieve Claremont jest siedemnastoletnią studentką pierwszego roku na prywatnej uczelni w Crestwood College. Właściwie zaczynamy z nią rok, gdy wujek Jim odwozi ją do akademika. Dziewczyna stara się zostawić przeszłość za sobą, nie myśleć o zmarłej matce, czy o ojcu, którego nigdy nie poznała, a w międzyczasie staramy się odgadnąć, czemu bohaterkę prześladują uczucia dziwnej nieważkości i motyli w brzuchu, które w większości nie są spowodowane widokiem przystojnego Reed'a Wellingtona. Wygląda na to, że ktoś lub coś zaraża naszej bohaterce, tylko jak pojąć to, co jest nam zupełnie obce? Jak zrozumieć istnienie istot, które wyobrażaliśmy sobie tylko w legendach, koszmarach, lub biblijnych historiach? I czy zwykła dziewczyna może się przed tym obronić?

 Bardzo ważnymi istotami w tej książce są Anioły, które oczywiście nie są wyłącznie dobre, te złe do szpiku kości również mają tu swoje miejsce. Pomysł wydaje się dobry, lecz większość jest niesamowicie podobna do "Zmierzchu" Stephanie Meyer, tylko wiadomo, że tam chodziło o wampiry. Autorka bardzo miota się z czasem akcji, często przesuwa nas w dziwnych momentach o dzień, lub kilka do przodu, przez co można stracić rezon. Trzeba jednak w tym wszystkim dojrzeć ukryty wątek do którego nieświadomie zostaniemy wciągnięci, a autorka jeszcze nam to wszystko dokładnie, wręcz krok po kroku wyjaśnia i w mig wiemy, czego się spodziewać, przez co niestety bardzo szybko możemy odgadnąć zakończenie tej części.

 Bohaterowie niespecjalnie nas przy sobie trzymają, posiadają wiele zapożyczeń z serii "Zmierzch". Ich reakcje są bardzo proste i przewidywalne, a charaktery niedopracowane, przez co niekiedy postacie są do bólu nieprawdziwe. Evie jest zwykłą, szarą myszką, przy tym z lekka naiwną dziewczyną, szczególnie, gdy w jej pobliżu jest Reed, lub Russell. Wydaje się zgadzać ze wszystkimi, nie mieć swojego zdania, lub w ogóle nie interesuje jej świat, który ją otacza, przynajmniej takie wrażenie odniosłam. Reed to kolejny książkowy przystojniak, zły chłopak, który zakochuje się w bezbronnej dziewczynie, choć z początku stara się ją odepchnąć, to szybko pokazuje nam, że jednak z całych sił będzie jej bronił. Russell to dla mnie typ bohatera pobocznego, który odgrywa tu bardzo dużą rolę, często stara się być blisko Genevieve, z czasem coś ich połączy, jednak wiadomo, że skoro nie jest Reed'em, to nie ma u niej większych szans.

 Nie staram się nikogo zniechęcić, jestem pewna, że wielu osobom ta książka przypadnie do gustu, szczególnie, że jest zwrócona do młodszych czytelników. Trzeba jednak pamiętać, że to raczej książka "na jeden raz".


***

Tak odbiegając od tematu recenzji to... Życzę wam spokojnych, ciepłych i nie irytujących świąt, podczas których doznacie inwazji czytadełek pod choinką :D

wtorek, 13 grudnia 2016

"Kiedy wszystko się zmienia" Lisa De Jong

 
 Drugi tom cyklu "Rains" może nieźle zaskoczyć, gdyż główną bohaterką już nie jest Kate z "Kiedy pada deszcz", za to poznajemy jej współlokatorkę. Autorka daje nam całkiem nową historię Emery i Drake'a, choć nie obejdzie się tutaj bez wzmianek z poprzedniego tomu. Dwudziestoletnia Em jest zasadniczą studentką, ma swój plan na życie i usilnie do niego dąży. Oczywiście poprzez przypadek poznaje Drake'a, rozgrywającego w drużynie fotboolowej, a gdy do tego jeszcze zaczyna łączyć ich wspólny uczelniany projekt i uczucie, to otrzymujemy mieszankę wybuchową obu z pozoru silnych charakterów, które jednak mogą przetrwać tylko dzięki wzajemnej pomocy.

 Opis fabuły potrafi zniechęcić, nie ma w nim nic, co by przyciągało wzrok, ponieważ na rynku książki mamy dość dużo tego typu historii, jednak z pełną świadomością mogę powiedzieć, że ta  trzyma poziom pierwszej części, choć może nie jest tak ckliwa i skłaniająca do płaczu, to jednak ma swoją indywidualną fabułę i trzyma się problematyki, jaką postanowiła nam tutaj autorka przedstawić, a jeszcze w pewnym momencie serwuje nam całkowity zwrot akcji, którego raczej nikt się nie spodziewa, jakby tego było mało, to w tej książce nie ma bohatera, który nie byłby pokrzywdzony przez życie, co daje nam ogrom wielorakich emocji związanych z historiami z przeszłości. W dodatku żaden nie ponosi winy za koszmar jaki musiał przejść, jednak nadal jest im z tym ciężko, a otworzenie się na obcy świat wcale nie przychodzi łatwo, gdy otoczenie wystawia ci opinię i wymaga gry pod publikę.

 Drake, rozgrywający w akademickiej drużynie futbolowej zmaga się z koszmarem, którego przez bardzo długi czas nie chce nam ujawnić i mimo, że wydaje się być żałosnym kłamcą i podrywaczem, to jednak udowadnia nam, że to tylko pozory. Bohater, którego można jednocześnie kochać i nienawidzić, rozbudza w czytelnikach wiele sprzecznych emocji, by bardziej wciągnąć nas w jego historię i punkt widzenia.
Emery, jak już wspominałam, jest współlokatorką Kate, bohaterki poprzedniego tomu. Ukazuje nam się w wielu obliczach, raz jest typową domatorką z nosem w książkach, by później pokazać się nam na imprezie, gdzie wygłasza cięte riposty, najczęściej w stronę Drake'a. Ona również nie ma za sobą przyjemnej historii, często w samotności wspomina to, co ją gnębi, a wtedy poznajemy tę dziewczynę, którą chciałoby się przytulić i powiedzieć, że w końcu musi być lepiej.

 Na sam koniec dorzucę, że ta książka jest warta przeczytania, autorka udowadnia, że nie będzie nam w kółko pisała jednej historii, pokazuje umiejętność tworzenia nowych bohaterów, którzy nie są płascy, a w dodatku niesamowicie łączy historię tak, że nie mamy żalu, gdy żegnamy się z wątkiem Kate. Zdecydowanie emocjonalna, bywa denerwująca, czasami wywołuje uśmiech, lecz pod koniec zapiera dech w piersi, by po odłożeniu jej nie dało się szybko zapomnieć o istnieniu tego cyklu.


Recenzja pisana we współpracy z portalem Lubimy Czytać

wtorek, 6 grudnia 2016

"Gwiezdny pył" Neil Gaiman

 

 Wkraczamy do świata baśni pełnej magicznych istot potraktowanych z przymrużeniem oka. Gaiman pokazuje nam jak łatwo jest zatracić się w czymś niemożliwym do uzyskania i niekoniecznie musimy brać wszystko na poważnie.

 Mur to wioska, która jest skutecznie oddzielona od świata magicznego z pozoru zwykłym murem. Ludzcy strażnicy strzegą jednak dziury w murze by nikt nie przedostał się na drugą stronę. Tu właśnie pojawia się Tristran, który z miłości do Victorii postanawia wyruszyć w podróż po gwiazdę, której upadek obserwowali poprzedniej nocy. To wydaje się zupełnie niepotrzebnym trudem, ponieważ jego ukochana nie przyjmuje jego zalotów poważnie, a wręcz bawi się jego uczuciami, czego chłopak wydaje się nie zauważać. Jednak, gdy trafia już na drugą stronę muru, okazuje się, że nic nie jest takie, jakie sobie wyobrażał.

  Dzięki Gaimanowi mamy możliwość ponownego wglądu do świata baśni, choć oczywiście jest to niecodzienna historia, w końcu Gwiazdy raczej nie przeklinają. Dorosłym czytelnikom nie powinno to przeszkadzać. Im dalej zaglądamy w książkę, tym więcej cech dostrzegamy u naszych bohaterów, o ile od razu wyrzuciliśmy z pamięci zadufaną Victorię i skupiliśmy się na Tristranie, bo w końcu to on przechodzi ważną zmianę w tej historii i jest to przykład bardzo dobrze wykreowanego bohatera, którego naprawdę zaczyna się lubić i zapada nam w pamięć na bardzo długi czas. Historia ma wartką akcję, autor specjalnie wszystko wyważa, byśmy nie czuli się znudzeni ewentualną monotonią, ale spokojnie, nie znajdzemy jej tutaj. Autor nie ukrywa, że właśnie tak miała ta książka wyglądać, nie wrzucał tu zamrażających krew w żyłach scen, ani nie tworzył nowych, nieznanych wszystkim istot, tylko bawi się tym, co zna i wyszło mu to najlepiej jak mogło.

 Warto poświęcić każdą minutę na przeczytanie tej powieści, porywa czytelnika w zaskakująco dobry świat baśni i magicznych istot, by zostawić go z niedosytem. Zdecydowanie można ją wziąć jako pierwsze spotkanie z tym autorem, jest w końcu krótka, ale zachęca do ponownego spotkania się z twórczością Neila Gaimana.

wtorek, 29 listopada 2016

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Magiczne miejsca i postacie. Kolorowanka

 Nie od dziś wiadomo, że wszystko, co dotyczy świata Harrego Pottera zyskuje rozgłos. Było tak szczególnie w przypadku dodatków do serii, które obecnie są u nas niezwykle pożądanymi białymi krukami, a setki czytelników czekają na dodruk tych małych tajemniczych książeczek. Byłam w posiadaniu jednej z nich i nadal podziwiam J.K Rowling za stworzenie tylu odłamów świata magii. Nazwała każde zwierzę i opisała je, a teraz, po premierze filmu wszyscy mogą je zobaczyć. Nie ma chyba lepszego momentu na wkroczenie w świat kolorowanek, gdy już wiemy o co chodzi, możemy sobie wszystko zwizualizować, więc zostaje nam tylko przystąpić do kolorowania.


 Kolorowanka zawiera wiele pięknych rysunków, którym możemy dodać barw. Mamy wiele postaci i różne stopnie "trudności", ponieważ kolorowanki składają się czasami z bardzo wielu elementów, w dodatku tak drobnych, że ciężko się dopatrzyć w nich jakiegoś kształtu, jednak po pokolorowaniu wszystko jest przejrzyste, a obrazek zaczyna żyć własnym życiem w naszej wyobraźni. Mamy tutaj cały szereg postaci, oczywiście z pełnym podziałem na te lubiane i te, za którymi raczej mało osób przepada, jednak zawsze można je ciekawie pomalować i nadać im całkiem nowy charakter, a dodatkowo zajmie nam to całkiem wiele czasu, którego nie spędzimy np. przed komputerem ;)

 Nie dajcie się zwieść, dorośli też mogą kolorować i wcale nie jest to dziwne! W dobie kolorowanek antystresowych ta nie będzie czymś niezwykle wyróżniającym się pośród tłumu i swobodnie możecie podziwiać ilustracje bez słyszenia zbędnych komentarzy o byciu zdziecinniałym.
Niech was też nie zniechęcają te trudniejsze ilustracje, przecież nie musicie wszystkiego kolorować! Spokojnie, kilka stron może zostać w oryginalnych barwach, a zamiast tego można wziąć te łatwiejsze, mniej czasochłonne obrazki. Wystarczy chcieć, a wbrew pozorom, takie kolorowanie naprawdę uspokaja, trzeba tylko przestać się przejmować dokładnością, to ma być zabawa, w końcu nie musicie brać udziału w żadnych konkursach, czyż nie?

 Każdy z nas jest inny i lubi coś innego, jednak jest wiele osób lubiących rysowanie, a mówię tu o młodszych i starszych, w końcu wielu z nas nie kolorowało od dzieciństwa, a warto do tego wrócić. Dlatego też polecam Wam tę kolorowankę i życzę wielu godzin spędzonego z kredkami w dłoniach ;)
http://www.harpercollins.pl/

wtorek, 22 listopada 2016

"Skazanie" Emma Chase



 Życie prawnika jest pełne stresu i nerwów, ciągle wystawiany na próbę, musi zachować zimną krew i słuchać dramatów swoich klientów, jak psycholog, tylko lepiej opłacany. Takim właśnie mężczyzną jest Jake Becker. Nieugięty, o wiecznie pokerowej twarzy, posiada wszystkie najlepsze cechy obrońcy, jednak jak zachowuje się w prawdziwym życiu? Cóż, drań jakich mało, chętny tylko do jednonocnych przygód, jego życie ocieka szczęściem, w końcu ma wszystko to, czego zamarzył. Do czasu.
 Wszystko się zmienia, gdy przypadkiem poznaje Chelsea McQuaid, a wraz z nią szóstkę dzieci, ściślej mówiąc siostrzeńców i siostrzenic. Potrzebuje jego pomocy, kobieta widocznie przestaje sobie radzić, jednak z początku nic z tego nie wynika, to dość twarda kobieta, która nie prosi pierwszego lepszego mężczyzny o pomoc przy dzieciach. Jednak niedługo Jake pozna jedną z najcięższych życiowych prac, przed którymi nawet ktoś taki jak, on może się ugiąć.

 Nie ma się po co przejmować tym, że Jake jest przedstawiony jako typowy „macho”, czy facet nie do zdarcia. Z początku faktycznie można do niego pałać niechęcią, jednak uwierzcie mi, że z czasem mądrzeje i robi się z niego całkiem przyzwoity mężczyzna i choć można się dalej doszukiwać jego defektów, to nie ma po co brać ich na poważnie, w końcu i tak nikt nie jest idealny. Najlepiej będzie jak wczujecie się w historię mężczyzny, który ma w sobie dużo z pedanta, a nagle jego idealnie poukładane życie przewraca się o 180 stopni. Samo jego zachowanie, mam wrażenie, że aż nieporadność, prowadzi do wielu komicznych sytuacji. Jednak są również momenty, w których aż się serce otwiera, gdy Jake walczy o słuszną sprawę i robi to z serca, oraz poczucia sprawiedliwości i powinności, a nie dla pieniędzy i dobrobytu.
 Nie zapominając o Chelsea, odważnej kobiecie, która podjęła się opieki nad szóstką dzieci, co według mnie oznacza wielką odwagę, gdyż nie każdy miałby w sobie tyle siły, by udźwignąć aż taką odpowiedzialność. Dlatego też można spokojnie powiedzieć, że jest to jedna z bardziej wartościowych bohaterek o jakich ostatnio słyszało się w literaturze kobiecej. Pełna ciepła, choć bojąca się obcych ludzi. Jedna, drobna kobieta, która ma przed sobą wiele przeszkód, które stara się pokonać sama.

 Ta książka nie jest kolejnym erotykiem, czy prostą historią miłosną, to całkowity rollercoaster, prawdopodobnie najlepsza i najbardziej grająca na emocjach książka Emmy Chase, jaka do tej pory ukazała się na naszym rynku. Ta historia w pełni zasłużyła sobie na takie dobre określenia. Możecie tutaj poznać wspaniałych bohaterów walczących o wspaniałą, lecz trudną sprawę. Zobaczycie tu kobietę, która przezwycięża swoje lęki i zaczyna walczyć o swoje pragnienia, ale zobaczycie też mężczyznę, któremu życie w końcu pokaże, że warto czasami patrzeć dalej niż na czubek swojego nosa. Ta książka udowadnia, że liczą się ważniejsze rzeczy, niż objętość portfela i materialne szczęścia, bo w końcu to inni dają nam szczęście, którego nie możemy kupić i właśnie z takim morałem was pozostawiam, mam nadzieję, że zachęci was to do przeczytania, bo naprawdę warto.



Recenzja powstała we współpracy z portalem Lubimy Czytać

środa, 9 listopada 2016

"Żyj szybko, kochaj głęboko" Samantha Young


 Samantha Young nie pozwala nam o sobie zapomnieć i tak oto przedstawia nam swoją kolejną powieść, której już przed premierą postawiono wysoką poprzeczkę. Czy podołała wygórowanym oczekiwaniom czytelników? Cóż, zdania są podzielone.

 Charlotte jest dziewczyną z niewielkiego miasta, które sztywno trzyma się swojego grona, a do obcych podchodzi z dużą dozą niepewności, a czasem nawet arogancji. Tak było i tym razem. Do miasta sprowadziła się nowa rodzina, ojciec prawnik, jego żona i dwóch synów, a jednym z nich jest Jake, czyli jeden z naszych głównych bohaterów. Wiadomo, rodzi się pomiędzy nimi młodzieńcza miłość, wspólne planowanie życia i może wszystko trwałoby tak przez kilka lat, gdyby nie nieprzychylność niektórych ludzi w mieście. Dochodzi do tragedii, która powoduje, że rodzina Jake'a postanawia się wyprowadzić i wygląda na to, że chłopak bez żalu porzuca Char dla nowego życia.
Jednak po kilku latach ich drogi znów się przecinają, gdy Charlotte wyprowadza się z domu na studia. To burzy jej spokój, wracają emocje, a dziewczyna przez długi czas będzie rozdarta między dwoma wersjami wydarzeń z tamtych lat, będzie musiała podjąć słuszną decyzję, która w pewien sposób może wpłynąć na jej dalsze życie. Czy da radę wybaczyć wyrządzone jej krzywdy?
 
 Główną bohaterkę naprawdę da się lubić, to nie kolejna szara myszka, która oczekuje pomocy od każdego mężczyzny, którego zauważy, to dość silna, charakterna kobieta, która stara się mieć wszystkie swoje emocje pod kontrolą, by nie zdradzać swojego bólu straty, jakiego doświadczyła.
Jake za to nie przekonał mnie wystarczająco, jest oczywiście dobrze stworzoną postacią, taką do polubienia po pewnym czasie, jednak nadal nie był zbyt przekonujący. W tej książce jest też o wiele więcej postaci, większość z nich jest naprawdę przecudowna, jednak o nich musicie dowiedzieć się sami, gdyż za dużo wprowadzają do tej historii.

 Autorka stworzyła niezaprzeczalnie dobrą historię, której nie mam nic do zarzucenia. Nie jest to cukierkowa opowieść, wszystko jest bardzo realne i czytając tę książkę wiemy, że opisane wydarzenia mogą zdarzyć się naprawdę. Świat nie jest przerysowany, bohaterowie są bardzo ludzcy, popełniają błędy, w odpowiednich momentach mamy prawo się na nich gniewać, a wszystko to jest idealnie wyważone.
W dodatku czyta się ją w zawrotnym tempie, język jest przyjemny, a ponad to mamy tu ciekawą perspektywę, rozdziały dzielą się na przeszłość-teraźniejszość, co powoli pozwala nam poznać lepiej to, co spowodowało cały ten rozgardiasz w życiu głównej bohaterki, a wszystko rozwija się tak dynamicznie, że nie można oderwać się od tej książki ani na chwilę.

 Polecam szczególnie wielbicielom wszelakich romansów, ta pozycja jest dla was ;)



Recenzja powstała we współpracy z portalem Lubimy Czytać.

wtorek, 25 października 2016

"Nie poddawaj się" Rainbow Rowell



 Rainbow Rowel była dla mnie jedną z autorek, których książki musiałam posiadać na swojej półce i gorzko tego pożałowałam. Po wspaniałym Fangirl sięgnęłam po "Eleonorę i Parka", książkę która mocno obiżyła mój zachwyt, po przeczytaniu "Lini serc" i "Załącznika" stwierdziłam, że książki tej Pani zaczynają być średnie, kierują się ku dołowi, ale wydała teraz "Nie poddawaj się" i moja opinia zaniżyła się jeszcze bardziej poprzez wszystkie zapożyczenia autorki.

 Simon Snow, główny bohater książki, zaczyna właśnie ostatni rok w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie zapomnijmy również, że jest uznawany za najpotężniejszego czarodzieja na świecie, choć do tej pory nie radzi sobie z czarami, jego różdżka płata mu figle, albo to on jest taką ciapą, że nie potrafi się poduczyć. Naszego bohatera od początku prześladuje pech, jego dziewczyna go zostawia, a jego największy wróg, Baz, kombinuje za jego plecami, przynajmniej sprawia takie wrażenie. W świecie czarodziei dzieje się coś złego i tylko Simon może temu podołać.

 Ta książka jest dla mnie niesmaczna i wcale nie chodzi tu o nietolerowanie homoseksualizmu, który przewija się na stronach tej książki, tylko o wiele zapożyczeń, które autorka starała się ukryć, a jednak całkiem jej to nie wyszło. Simon jest strasznie podobny do Harrego Pottera, Baz do Draco Malfoya, a Penny faktycznie jest dziwną mieszanką Rona i Hermiony. Mimo, że wszystko to jest okryte w miarę dobrą akcją, to jednak J.K.Rowling pisała bardzo charakterystycznie i nawet najmniejsze zapożyczenie z jej serii jest widoczne gołym okiem i może właśnie dlatego nie ma więcej książek o czarodziejach, które osiągnęłyby taki sukces. W dodatku nie wiem, jak mam traktować "Nie poddawaj się", czy jako fanfik, czy może odrębną powieść. Nie mogę tutaj nawet powiedzieć o oryginalności bohaterów, gdyż według mnie, nie ma tu jej za grosz. Zdecydowanie niepotrzebna książka, źle rozwinięty poboczny wątek z "Fangirl", tamte fanfiki powinny zostać na swoim miejscu, a autorka na rzecz tej historii mogła zrobić coś innego, mniej charakterystycznego i byłoby po problemie.

 Niestety, kolejna mocno średnia książka, oceniam ją jako całość, nie podniosę jej opinii poprzez zakończenie, gdyż autorka powinna popracować nad całokształtem. Nie zachęcam do czytania, równocześnie również nie zniechęcam. 

http://www.harpercollins.pl/Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Harper Collins

środa, 19 października 2016

"Raze" Tillie Cole



Dwanaście lat temu wielu ludzi przeżyło swoje małe piekło. Kisa straciła miłość swojego życia i teraz musi poddawać się woli brutalnego narzeczonego, dwie rodziny straciły synów, jednak muszą żyć i iść dalej, oraz jeden mężczyzna, choć wtedy może jeszcze chłopiec trafił do więzienia o nieludzkich zasadach, które przekraczały nasze wyobrażenie brutalności. Ten mężczyzna teraz nie wie kim jest, może zwie się 818, może Raze, a może jeszcze inaczej. Nie pamięta swojej przeszłości, jest teraz maszyną do zabijania i chce się zemścić. Te wszystkie fakty po pewnym czasie się łączą, krążą wokół siebie, jednak najpierw właściwe osoby muszą na siebie trafić i rozwiązać zagadkę z przeszłości.

 Bohaterowie tej książki mieli naprawdę bardzo odmienne charaktery, każdy był oryginalny na swój sposób i to sobie cenię, szczególnie podoba mi się stworzenie takiego czarnego charakteru, jakim jest Alik, moim zdaniem tego faceta zdecydowanie nie da się lubić, to nie jest kolejny „zły, ale do kochania“, o nie, ten jest przesiąknięty tym do szpiku kości i właśnie tak powinno być. Co mogę powiedzieć o Kisie i 818? Myślę, że są stworzeni tak, byśmy mogli ich przejrzeć, by było nam łatwiej wczuć się w tę historię i nie mam żalu o ich stereotypy, w tej książce one po prostu giną i nie zwraca się na nie uwagi. Już nie tak bardzo razi mnie cicha, skryta dziewczyna, która jest źle traktowana i mężczyzna, który zachowuje się jak superbohater i ratuje ją bez najmniejszego problemu, ponieważ tutaj jest inaczej, to zbyt specyficzna historia na takie proste zakończenia.

 Raze, to książka, która zdecydowanie wywołuje dużą gamę emocji, niezwykle silnie działa na czytelnika i choć jest bardzo przewidywalna, to i tak chce się ją czytać. Czasami brakuje właśnie takich historii, niebanalnych, ale jednak do przewidzenia. Autorka idealnie oddaje znęcanie się i brutalność, jaka występuje nie tylko w książkach. Pokazuje, jak niektórzy mężczyźni tłamszą kobiety, jak je ubezwłasnowalniają, działają na ich psychikę i ranią ich ciała. Taki obraz w książce zostaje w głowie i oddziałuje później na czytającego, w końcu nie widzimy takiej przemocy codziennie, niektórzy nawet nie dopuszczają do siebie myśli, że ktoś może być tak traktowany, a jest. Właśnie to wstrząsnęło mną najbardziej i powodowało chęć dalszego czytania, trzymania kciuków za Kisę, by w końcu się uwolniła, zrobiła cokolwiek ze swoim życiem.

Polecam oczywiście osobom pełnoletnim ze względu na sporo scen erotycznych, szczególne zwracam się do tych, co uwielbiają skomplikowane historie, musicie to przeczytać ;)


Recenzja powstała we współpracy z portalem Lubimy Czytać

niedziela, 25 września 2016

"Załącznik" Rainbow Rowell



 Jeśli dostaniecie pracę w administracji bezpieczeństwa danych, to nigdy nie wierzcie w prawdziwe znaczenie nazwy tego stanowiska, a jeśli pracujecie w korporacji, to po przeczytaniu tej książki pomyślicie dwa razy zanim wyślecie głupkowatego maila do znajomej z innego działu.

 Lincoln trafił w dziesiątkę, dostał dobrą pracę w swoim zawodzie, jednak nie polega ona na tym co sobie wyobrażał i teraz zamiast walczyć z hakerami, czyta cudze maile, raportuje i wysyła upomnienia. Jednak wystarczyła dziwna wymiana maili między Beth i Jennifer, by cała jego rzetelność się załamała i trafiła do kosza, ponieważ bohater po dłuższym czasie czytania ich wiadomości zaczyna zdawać sobie sprawę z uczucia, jakim darzy Beth, tylko jak to jej teraz wyjaśnić, skoro nawet się nie znają?

 Czekałam na taką książkę z utęsknieniem, pokochałam Lincolna za tę jego życiową nieporadność, za sceny z jego matką, która jest zdecydowanie zbyt opiekuńcza wobec swojego dorosłego już syna i bardzo dobrze, że bohater nie daje się wrobić w bycie mamisynkiem. Uwielbiam również Beth, która zaskoczyła mnie samą swoją osobą, to nie była kolejna denerwująca bohaterka i naprawdę miło ją wspominam. Bohaterowie w tej książce są niepowtarzalni, a przynajmniej takie jest moje zdanie i według mnie w tej książce trochę odwróciły się role, w końcu mamy dość bezradnego faceta.
 Dodatkowo dialogi, czy raczej w większości maile rozwaliły mnie na łopatki, w tej książce czuć humor, nie idzie się nie uśmiechnąć i właśnie dlatego tak szybko udało mi się przeczytać tę książkę. Beth i Jennifer są po prostu mistrzyniami w pisaniu przedziwnych wiadomości, a ja chciałam ich tylko więcej i więcej.
  Pomysł na fabułę jest dość intrygujący, nie spodziewałam się czegoś takiego w tej książce, od bardzo dawna czekałam na coś, czego nie kojarzyłabym sobie z innymi książkami, po prostu coś oryginalnego, jeśli chodzi o otoczenie i zamysł i jest! Historia dorosłych ludzi, których losy przecinają się w dość nietypowy sposób, niby wiedzą o sobie, jednak się nie znają, dodatkowo dochodzi to czytanie maili, świetny i kreatywny pomysł, trzeba to przyznać

 Ta książka może i jest prosta, ale mięknie przy niej serce i warto po nią sięgnąć, by się rozpłynąć, polecam ją wam i liczę na to, że będziecie ją czytać z uśmiechem na ustach.

http://www.harpercollins.pl/ Podziękowania za możliwość napisania tej recenzji należą się wydawnictwu HarperCollins :)

niedziela, 11 września 2016

"Głodne słońce: Dymiące zwierciadło" Wojciech Zembaty


 Ostatnio książki fantasy nieco złagodniały, a przynajmniej takie jest moje zdanie i właśnie dlatego ta książka uderzyła we mnie ze zdwojoną siłą, gdyż takiej historii całkowicie się po niej nie spodziewałam. W dodatku autor się rozpędził i już wiemy, że za jakiś czas pojawi się tom drugi i jest to dobrym zagraniem, ponieważ pierwszy urwał się nieoczekiwanie i nadal jestem zdezorientowana tym zakończeniem, ale niestety akurat tego ujawniać wam nie zamierzam.

 Historia przedstawiana jest z perspektywy kilku bohaterów i nie martwcie się, że nie będziecie mogli spamiętać ich imion, są one dość skomplikowane do wymowy, a ja i tak najbardziej zapamiętałam Pęcherza, odmieńca i wyrzutka oszukanego przez los, którego poznajemy na początku książki i to właśnie z nim przebrniemy przez te pierwsze kilkadziesiąt stron i może właśnie on pomoże nam się wgryźć w tę powieść. Jeśli jednak nie, to pamiętajcie, że macie tyle prób, ilu bohaterów, a wcale nie jest ich mało i jeśli wolicie bardziej melancholijne tematy, to przedstawiam wam Harana, który mierzy się z tzw. bólem istnienia. Cały czas obwinia się o śmierć innych, jednak nie myślcie, że jest ciepłą kluchą, gdyż cały swój ból i żal trzyma w sobie, a na zewnątrz jest lojalny i oddany, co udowadnia nam wiele razy poprzez swoje poświęcenie. To właśnie on naraża własne życie, wystawia się na barbarzyńskie kary i nie okazuje lęku przed łajdakami wymierzającymi "sprawiedliwość".
W tym świecie każdy bohater jest zdany na łut szczęścia, w końcu czasy są ciężkie, zewsząd trwają kampanie wojenne, zbierają się wojownicy, a ludzie starają się nie narażać, ogólny chaos i popłoch, a my wchodzimy w sam środek tej zguby.

Autor podjął się pisania o czymś, co moim zdaniem mogło pokonać każdego, w końcu historie o Aztekach są niby liczne, jednak też dość pogmatwane i niejasne. Znamy na ogół tylko ich brutalne, wręcz chore obyczaje składania ofiar i dużą chęć toczenia wojen, ale trzeba się pomęczyć, by wejść w to głębiej. Jakoś musimy wiedzieć o ich popularnych zainteresowaniach, codziennych obowiązkach, czy sposobie walki, choć i z tego autor potrafi wyjść obronną ręką za pomogą wielu opisów pobocznych, które po prostu obrazują nam otoczenie, co jest z jednej strony przydatne, a z drugiej dość męczące, jednak opinię ostateczną pozostawiam Wam.

 Polecam fanom ścisłego fantasy zmieszanego z historią i pamiętajcie, że na jej stronach nie będzie wymuskanych opisów, uroczych uniesień i ckliwych dialogów, a spodziewajcie się mrocznych intryg i konfliktów.



Recenzja powstała we współpracy z portalem Lubimy Czytać

czwartek, 4 sierpnia 2016

"Dosięgnąć gwiazd" Susan Mallery



 Nina Wentworth, to dziewczyna, która na swoich barkach utrzymuje relacje rodzinne wraz z problemami. Boryka się ze swoją lekkoduszną matką, która nie ma pojęcia o odpowiedzialności i wszystkie obowiązki zrzuca na trzydziestoletnią córkę. Wiemy, że wieczne naprawianie czyichś błędów jest wyczerpujące, a główna bohaterka robi to już od dłuższego czasu i chciałaby w końcu zasmakować innego życia. Właśnie wtedy na jej drodze pojawiają się dwaj mężczyźni, którzy mają zamiar nieco zakręcić jej w głowie.

Według mnie najlepszymi postaciami w książce są Kyle i Dylan, choć nawet do nich podchodziłam bardzo sceptycznie, jednak akurat ci bohaterowie byli bardzo wiarygodni i świetnie spędzało mi się czas przy fragmentach w których się znajdowali. Czasami jednak bywały momenty w których diametralnie zmieniałam zdanie co do bohaterów, ale efekt końcowy jest taki, że do końca książki nie znalazłam lepszych postaci, widocznie taki mój typ i koniec.
Główna bohaterka (znowu) nie przypadła mi do gustu. Nie lubię takich fajtłap, które nie potrafią przez wiele lat wziąć swojego życia w swoje ręce i pozwalają zrzucać na siebie szereg obowiązków, które do nich nie należą, a miałam wrażenie, że Nina właśnie taka jest i trochę mnie to ubodło, bo naprawdę starałam się uwierzyć w tę bohaterkę.
Siostra Niny jest dla mnie wyblakła, niczym kolejna powielana osoba z serii "domyśl się, że masz mi pomóc". Nie wiem dlaczego, ale właśnie takie wrażenie odniosłam, może to po prostu kolejna dziwna bohaterka bez możliwości? Nie potrafiąca się postawić i zaprzeczyć chęciom rodziny? Chyba właśnie za taką ją uważam i zdania raczej nie zmienię :)
Matki nie będę opisywać, niestety to już przeszło moje pojęcie na temat niepoukładanych rodziców, którzy wciąż żyją młodzieńczymi latami mimo odchowanych dzieci, jednak to faktycznie trzeba przeczytać, ponieważ aż nie mam słów do opisania tej dziwnej relacji.

 Kolejna książka, która powiela tematy poprzednich. Susan Mallery niestety nie przebiła się tutaj oryginalnością, jednak jej książka mimo małej objętości, nie jest jedną z tych, które szybko się czyta, a szczególnie, gdy początek nie zachwyca. Ja miałam dość spore problemy z tą pozycją, nie mogłam znieść kolejnej książki z tym samym tematem, co poprzednia. To tak jakby wszyscy cały czas pisali to samo i powiedzmy sobie szczerze, że niektórzy autorzy często ściągają pomysły z książek innych autorów, co jest tak bardzo widoczne choćby po stylu pisania... Tu właśnie miałam takie wrażenie, ale biorąc pod uwagę, że ostatnio jest "moda" na trójkąty miłosne i bolesne historie, to czego mam wymagać, skoro wszyscy piszą o tym samym w young/new adult, czy po prostu obyczajówkach?

 Polecam wszystkim, którzy nie chcą zwykłej i lekkiej lektury, bo ta książka nie jest "odmóżdżaczem", tylko przy niej faktycznie trzeba myśleć, by móc analizować zachowania i składać fakty.
http://www.harpercollins.pl/Dziękuję HarperCollins Polska za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

"Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej" Sarah Dessen

Pomińmy już, że opis z tyłu książki spoileruje wam fabułę dosłownie POŁOWY książki...

 Emaline to dziewczyna, która ma wiele, jednak nie zawsze to docenia. Jej chłopak, Luke, jest prawie idealnym facetem. Ich związek jest długi i dość stonowany, nie ma w nim kłótni, czy dziwnych zachowań doprowadzających do zazdrości (do czasu). Ojczym głównej bohaterki to świetny gość, jedna z lepszych postaci w tej książce, jednak matka i ojciec powalili mnie na kolana swoimi poglądami i niedopowiedzeniami, jednak przynajmniej jedno z nich kocha swoją córkę. Świetnie, nie? Tak, tylko szkoda, że jedno zamieszanie w rodzinnym biznesie sprawia, że pojawia się Theo i psuje wszystko wraz z ojczymem głównej bohaterki. Oczywiście to tylko moje zdanie.
 Ja naprawdę rozumiem zamysł stworzenia takiej fabuły, szczególnie, że uruchamia ona wiele emocji, niekoniecznie dobrych, ale zawsze. W końcu ja chciałabym zacząć czytać książki, które są naładowane pozytywnymi emocjami, ale chyba nie jest mi to dane. Dlatego też już mi ręce opadają na widok fabuł, gdzie jest dwóch facetów, jedna dziewczyna i to ona oczywiście wybiera tego "lepszego", a oni się o nią biją (spokojnie, nie dosłownie, nie spoileruje). Dziewczyny: tak się nie dzieje w 98% przypadków z normalnego życia, pamiętajcie o tym. 
 Gdy już nieskładnie przeszliśmy przez etap mojej irytacji, to możemy omówić inne, bardziej pozytywne fakty. Zaskoczyli mnie bohaterowie. Naprawdę, nie są bezosobowi, mają swoje życie i historię do której mamy otwarty dostęp, ponieważ wszystko jest opisane w książce i ułatwia nam to wczucie się w fabułę. Mimo zawirowań miłosnych, podoba mi się główna bohaterka, co jest chyba wyjątkiem w książkach młodzieżowych, więc jeśli chcecie polubić bohaterkę mimo jej czasowej głupoty, to zachęcam do przeczytania :)

Czy warto? Warto, jednak nie myślcie, że ona odmieni wasze życie, zmieni nastawienie, czy ujrzycie coś nowego, bo to po prostu lekka młodzieżówka, która ma dobrą, lecz niezbyt skomplikowaną fabułę. Można jednak przyczepić się o to, że autorka większość książek pisze na to samo kopyto, jednak jak ktoś nie będzie czytać jej książek ciągiem, to nie powinien mieć żadnych obiekcji ;)
Szczególnie polecam młodzieży, choć też z przymrużeniem oka na niektóre fakty, które są po prostu zbyt cukierkowe.

http://www.harpercollins.pl/Dziękuję oczywiście wydawnictwu HarperCollins Polska za udostępnienie mi tej książki do recenzji.

wtorek, 26 lipca 2016

"Mechaniczny" Ian Tregillis



 Klakierzy... Coś nowego, wręcz nieodkrytego jeszcze przez literaturę, choć jeśli uważniej się temu przyjrzeć, to bardzo podobnym francuskim słowem "claque" oznaczano ludzi, którzy w teatrach odgrywali znany dobrze wszystkim aplauz na znak osoby dowodzącej danym przedsięwzięciem, jeśli do tego dodamy fakt, że wszystko to było robione na "rozkaz", znak, to otrzymujemy wielkie podobieństwo do klakierów z książki Iana Tregillisa...

 Rok 1926, Holandia. Kraj posiada tajemnicę tworzenia mechanicznych istot, służących, których nazywa się klakierami, a każdy z nich otrzymuje skomplikowaną nazwę. Te zmechanizowane organizmy są pod kontrolą swoich właścicieli, a rozkazy potrafią palić ich żywym ogniem, im dłużej tym bardziej, aż do momentu spełnienia zachcianki swojego pana. Jednak mimo to posiadają swego rodzaju ciekawość, posiadają rozum, inteligencję, co daje im lekko uchylone drzwi do wolności, jednak wielu nie korzysta z tej szansy, dalej posłusznie służą swoim panom. Wszystko to do czasu klakiera, który nazwał się ludzkim imieniem Adam i zbuntował się swojemu właścicielowi, a nawet samej Królowej. Marzy o tym wielu mu podobnych, w tym również Jax, który może zyskać okazję do zakończenia swojej niewoli, tylko zostaje pytanie, jak ją wykorzysta?

 Książka o tematyce z którą się jeszcze nie spotkałam. Klakierzy? Wojny alchemiczne? Specjalne mechaniczne stwory posiadające inteligencję? Coś niewyobrażalnego, a jednak autorowi się udało. Nie mówię, że ta książka nie ma błędów, bo już pewnie wielu przede mną zdążyło odkryć wiele pomylonych słów, które koło siebie stoją tylko alfabetycznie w słowniku, czy błędy składniowe, lub składniowe (chciałoby się powiedzieć: "do wyboru do koloru"), a jest ich całkiem sporo i nie jestem pewna, gdzie korekta tu zawiniła, ponieważ albo tłumacz mylił wyrazy (ugh, coś jak w tłumaczeniu "Gry o tron"), albo korekta nie była dokładna.
 Jednak pomijając tę kwestię, jestem zadowolona z tej książki. Im dalej, tym lepiej mi szło z czytaniem, a w dodatku mamy tu trójkę bohaterów i to nie byle jakich, bo jest to ksiądz, klakier i... kobieta z niewyparzonym językiem o imieniu Berenice (brakowało mi ostatnio w książkach tak dziwnych bohaterek). Wiadomo, najbardziej spodobał mi się Jax, mam słabość do dziwnych istot w książkach, a ten bohater jest jedyny w swoim rodzaju (chyba, że jakiś autor spróbuje skopiować pomysł klakierów, biada mu), a ja chętnie dowiadywałam się o nim więcej i więcej.
 Świat jest wykreowany prosto, ale ładnie. Ważne, że jest przejrzysty, gdyż autor poradził sobie z jego opisaniem i nie załączał się u mnie tryb usypiania na przydługich opisach drzewa, czy krzaka stojącego w tym samym miejscu od pokoleń i takie tam. Po prostu wiemy, co mamy widzieć i gdzie, a jak tego nie widzimy, to wyobraźnia za nas nadrabia. Lekka fantastyka w końcu też istnieć musi, choć osobiście bardziej wolę rozbudowaną, ale nie wiem, czy obecnie byłabym w stanie taką pochłonąć, a jeśli już, to skupić się na niej bym nie potrafiła. Dlatego też jestem wdzięczna autorowi, że ułatwił mi czytanie i stworzył coś, co może przeczytać nawet ten, co od fantastyki ucieka.
 Muszę również dorzucić, że po skończeniu tej książki nadal mam wrażanie, że to był tylko wstęp, więc na to musicie się przygotować. Nie interesowałam się jeszcze czy i ile wyjdzie następnych tomów, jednak po tempie rozwijania akcji w tej książce mam wrażenie, że będzie ich całkiem sporo, by to wszystko opisać spokojnie i przemyślanie, ale kto wie?

Polecam tę książkę tym, którzy lubią zaczytywać się w fantastyce, książkach niecodziennych i jeszcze nieodkrytych, które nie są naszprycowane popularnymi wątkami dla samego rozgłośnienia, a mają w sobie coś nowego, o czym pewnie jeszcze nie czytaliście.

http://www.wsqn.pl/ Dziękuję również wydawnictwu SQN za możliwość przeczytania tej książki i co się z tym wiąże - zrecenzowania jej.

piątek, 15 lipca 2016

"Listy niezapomniane" tom. I i II - Shaun Usher


 Cudza korespondencja kiedyś była niezwykle kusząca, wiele osób chciało znać treść listów sąsiadów, a co dopiero gwiazd i ważnych osobistości, niestety teraz straciło to na wartości, a listy to w większości rachunki, pocztówki jeszcze można sezonowo zobaczyć w swojej skrzynce, więc miło czasami wrócić do czytania listów, a w dodatku cudzych i nieodkrytych. Nie wiecie o co mi chodzi? Czytajcie dalej.

 Kto chciałby poznać treść listów osób, które zapadły nam w pamięci? List Jana Pawła II, czy listy ofiar katastrofy samolotu? Właśnie, jesteśmy ciekawi i to powoduje, że chcemy wiedzieć, czyli coś kiełkuje, a te książki dają nam możliwość poznać całkiem sporo listów o których pewnie nie mieliśmy pojęcia. Historia o króliku Piotrusiu? Nic trudniejszego, jet w książce. List do Nirvany? Proooste, również tam jest. Każdy skrywa część swojej historii, całość jest świetna i choć to nie są książki do czytania "na raz, byle szybciej", to wydaje się, że takie coś jest niezłym pozytywem, w dodatku wydarzeń i historii jest mnóstwo i naprawdę nie idzie opisać każdej z osobna, ponieważ nie mielibyście już radości z czytania, czyż nie?
Ja osobiście szaleje za tymi książkami, pozaznaczałam listy, które mnie najbardziej ciekawią, resztę czytam wyrywkowo, by nie czytać tego jak zwykłe książki od początku do końca, w końcu "skakanie" po takich książkach to sama przyjemność. Zawsze najpierw mamy list, przetłumaczony, napisany prostą czcionką, a dopiero po nim mamy zdjęcie owego listu, co tylko potęguje doznania wynikające z czytania, w końcu możemy chociaż zobaczyć styl pisma autora, trochę go sobie wyobrazić, dojść do jego emocji za pomocą zdjęcia jego pisma, świetna sprawa, ja jestem na tak.

Oprawy cudowne, będę je jeszcze wychwalać przez bardzo długi okres czasu, taki minimalizm, a jaki świetny efekt, dodatkowo wszystko w twardych oprawach, czego chcieć więcej? Również autor zbioru się postarał w wyborze umieszczonych listów, choć rozumiem, że wybór był ciężki, a stron już całkiem sporo, jednak ten test został zdany stuprocentowo na piątkę i medal skoro potrafiłam płakać przy tak krótkich treściach, a zaraz potem śmiać się z innego listu.

 Dzisiaj krótko i trochę mi tego szkoda, jednak jakaś odmiana musi być, długo już dla was piszę, to i książki się zmieniają. To jedna z tych, które czyta się świetnie, a gorzej opisuje dla kogoś, kto jej nie czytał, jednak mam nadzieję, że ten tekst zachęcił was do przeczytania :)

http://www.wsqn.pl/ Te książki sprawią wam wiele przyjemności, dlatego zdecydowanie je polecam. Dostarczą wam wielu informacji. Dziękuję wydawnictwu SQN za wydanie tych książek i za przekazanie mi tomu drugiego do recenzji, jesteście wielcy :)

niedziela, 26 czerwca 2016

"Podniebny lot" R. K. Lilley (+18)


 Jedyne co umiem składnie powiedzieć o tej książce - całkowite zapożyczenie z "Pięćdziesięciu twarzy Greya", wraz z tymi całymi umowami, dzikim seksem, a w dodatku główna bohaterka, która ma na imię Bianka, jest, uwaga uwaga, dwudziestotrzyletnią dziewicą (uhm... Czy to nie przypomina Anastazji?), a mężczyzna w którym się zakochuje, czyli James, jest wysokim, przystojnym, obrzydliwie bogatym i umięśnionym facetem o turkusowych oczach, który lubuje się w BDSM! Zapomniałam dodać, że Normalnie brakuje tutaj tylko wewnętrznej bogini... Argh!
 Ach! Zapomniałabym. Dlaczego "Podniebny lot"? Moim zdaniem chodzi o to, że nasza Bianca jest stewardessą i właśnie na pokładzie samolotu poznała Jamesa, który, mimo swojego prywatnego odrzutowca, postanowił latać akurat pierwszą klasą samolotów publicznych i to tylko wtedy, gdy ona ma swoją zmianę, przypadek?

 Dostając tą książkę nie wiedziałam zbytnio o czym jest, w końcu erotyków jest masa i nie wszystkie są o wyuzdanym seksie pełnym przemocy, jednak to właśnie niewinna okładka trochę zbiła mnie z tropu i okłamała, dziewczyna na okładce wygląda jak mała lolitka, taka kokietka, a dostałam... Kobietę, która postanawia swój pierwszy raz przeżyć z typem, którego zna kilka godzin, zgadza się na wszystkie sznury, pejcze, bicie i tego typu "tortury" (w ogóle czy jest sens brać to słowo w cudzysłowie?), a w dodatku jej to nie boli, rozumiecie? Nie bolą jej uderzenia, zaciski klamerek, ona to odczuwa jako super przyjemność, w takim razie mam co do tego pytanie: jak mój mały palec sprawdza kanty moich mebli, a ja drę się z bólu, to jestem jakaś dziwna? :D Dlatego właśnie takie zachowanie wydaje mi się dziwne, a przynajmniej źle opisane. Każdego by bolało uderzenie, a szczególnie, gdy chwilę wcześniej James sprawdza stopnie jej bólu uderzając ją cztery razy, za każdym razem silniej, po czym kazał jej wybrać ten najbardziej odczuwalny (dał jej wybór, mogła wybrać mniej bolesny), a ona wybrała ten najsilniejszy, który po prostu najbardziej ją podniecał i była niezadowolona, gdy Pan Przystojny zaprzestaje batów (tak, Grey ma swoją boginię, a Podniebny lot ma dziwne określenia na Jamesa i w ogóle polecam zobaczyć nazwy rozdziałów, każdy zaczyna się słowem "Pan", jest dwuwyrazowe i kończy na słowie opisującym rozdział, więc hm... czy to spojler książki w książce?).

 Jednak jest w tej książce ktoś, kogo lubię, a mianowicie jest to Stephan, przyjaciel-gej, który stara się dbać o Biancę, nawet mieszkają w bliźniaku? (Albo w domkach obok siebie, nie wiem, czy to był akurat bliźniak, ale tak to sobie wyobrażałam). Jedyna postać, która jest niby neutralna, ale mimo to nadal jest jej sporo (dobra, Anastazja miała przyjaciółkę, a tutaj przyjaciel jest gejem, więc stereotypy niestety podziałały na autorkę tej książki). Chyba tylko dzięki temu chłopakowi przeżyłam tę książkę, bo nie chodziło tutaj o styl pisania, czy nawet większy sens, ale kurna, drugi raz nie chciałam czytać Greya, a wyszło, że właśnie to zrobiłam, naprawdę. Co lepsze, ta książka będzie mieć kontynuację, więc kolejne pytanie: czy to też będzie trylogia? Ciekawe.

 Przykro mi, naprawdę, ponieważ spodziewałam się czegoś innego po tej książce, liczyłam na coś lekkiego, ale z dobrą fabułą i przeliczyłam się, to nawet nie było lekkie, bo od tej książki mnie niestety mocno odrzucało, nie chciałam jej czytać, zapierałam się rękami przed nią, jednak przeczytać trzeba było, by w końcu opisać. Nawet recenzja wyszła chaotycznie, pisana na świeżo po przeczytaniu lektury, więc tłumione emocje trochę wymknęły mi się spod kontroli, wybaczcie :)

 Czy polecam? Hm... Zdecydowanie fanom "Pięćdziesięciu twarzy Greya" i erotyków. Dziękuję również wydawnictwu Editio, grupie Helion SA za egzemplarz do recenzji.

TAG: Książki, które chcę przeczytać ponownie

Tak, tak, wiem, że to za bardzo nie jest TAG, ale oznaczenie jakieś musi być :D



 Na pierwszy ogień oczywista seria, czyli znany wszystkim "Harry Potter". Wiem, że będę go czytać jeszcze wiele razy, choć moje egzemplarze już wołają do nieba o spokój i ciszę, bo niestety wiele lat użytkowania wcale ich nie odmłodziło i są w stanie opłakanym, jednak mam zamiar złapać się za nowe wydania, jednak i tak marzy mi się to wydanie powyżej, cały pakiet układający się w Hogwart, dodatkowo te okładki podobają mi się bardziej niż większość tych z nowego wydania (choć przyznam, że nowa okładka "Więźnia Azkabanu" jest boska).
 Wiadomo, że Harry będzie ze mną zawsze, to była seria, która dorastała wraz z czytelnikiem i teraz można do tego jedynie wracać :)

 Drugą (w moim przypadku) oczywistością jest seria "Obca" autorstwa Diany Gabaldon, czyli książki, które nauczyły mnie kochać powieści historyczne, szczególnie właśnie te fabularne, bo człowiek zapamiętuje z nich więcej niż z podręczników (nie mówię tu o szkole, tylko o samej chęci poznania jakiegoś okresu poprzez podręczniki). Wiadomo, autorka może się mylić i ta tutaj też nie jest nieomylna, szczególnie, gdy w grę wchodzą rodziny królewskie i ich pochodzenie, jednak każdy, kto zna w jakimś stopniu historię, ten szybko zapali sobie lampkę w głowie i przypomni wersję prawidłową. Dzięki Dianie Gabaldon pokochałam Jamiego Frasera, silnego szkota, jedną z lepszych postaci literackich, o jakich kiedykolwiek czytałam i wiem, że Jamie będzie ze mną długo ;)

 Ta książka zdecydowanie jest jedną z moich ulubionych jeśli chodzi o Colleen Hoover (na pewno ulubioną z tych, co wyszły w Polsce). Maybe Someday zaskoczyło mnie swoją treścią, opisywało to, czego wielu ludzi się boi i to na co jest znieczulica. Porusza lęki i tematy tabu, jestem jej wierną fanką i zapewne nie raz powrócę do tej wspaniałej książki.

 Cierpiałabym, gdyby w tym poście zabrakło "Wiedźmina" Andrzeja Sapkowskiego, czyli książek przeze mnie uwielbianych pod każdym względem. Nie będę wracała tylko do samych powieści, ale też do komiksów i gier, które dały mi wiele godzin radości z samego poznawania wiedźmińskiego świata i obyczajów.

 "Marsjanin"... Nic dodać, nic ująć. Typowo moje klimaty, książka cieniutka (jak dla mnie), film też był jednym z lepszych w tej kategorii (i w końcu Polacy zyskali jakiś swój "udział" i mogą się pochwalić zrobieniem filmowej stacji kosmicznej), dodatkowo jest przezabawna, opisy czynności, dziennik głównego bohatera, to wszystko dodaje realizmu, choć wiemy, że ta powieść jest fikcją. Nie mam zamiaru porzucać "Marsjanina", będę go czytać jeszcze wiele razy i męczyć nim moich bliskich, bo w końcu jest tak cienki, że mogliby go przeczytać, czyż nie? :) Zresztą... Tej książki nie da się przeczytać tylko raz.

 Nie wiem, dlaczego nie lecę jakoś po kolei, jednak moje ukochane cudo trafiło dopiero teraz. Przedstawiam milionowy raz ukochany "Pocałunek kier" Lynn Raven, mam ją za sobą dopiero dwa razy, jednak ta książka to swojego rodzaju mój nałóg, trafiłam na nią przypadkiem, przeczytałam i pokochałam. W tej książce nie kocham tylko męskiej postaci (choć tak, Mordana kocham bardziej), ale też polubiłam samą bohaterkę, a to już jest wyczyn. Ta książka jeszcze wiele razy będzie przeze mnie czytana, a w dodatku ta bestia na okładce *.*

 To kolejna książka z przypadku, dostałam propozycję od grupy wydawniczej Helion i się zgodziłam i... Nie żałuję! Zakochałam się w "Oblubienicach wojny" bez pamięci. Główne bohaterki, które muszą pokonać swoje lęki przed wojną, napięcie, czasami widmo przeszłości, miłosne rozterki i wszystko w jednej książce, której się nie czyta, ją się pochłania i pamięta na długo. Nie trzeba więcej mówić, jeszcze będę do niej wracać.


 Dzisiaj chyba na tyle :) Podałabym tutaj pewnie dużo więcej książek, bo ciężko wybierać z pięciuset, jednak wiem, że gusta pewnie mi się jeszcze zmienią, a niektóre książki są tak nowe, że miłość do nich jest świeża i może szybko przeminąć, a te tutaj są wybrane starannie i rozsądnie :)

 Napiszcie mi swoje ulubione książki, które chcecie przeczytać ponownie, jestem ciekawa waszych wyborów :)

niedziela, 19 czerwca 2016

"Rafael Bielecki. Pół roku bez wyroku" Anika Stasińska


 Miałam przyjemność czytać tę historię ładnych parę lat temu, gdy była jeszcze w fazie bloga, ale teraz już jest jako książka, a raczej jako dwie i co? Dalej się pisze, a kim jest autorka? Polką, co powoduje, ze to jest nieliczna książka autora-rodaka, którą przeczytałam. Także tego... Dzisiaj krótko, zwięźle i na temat.

 Z tytułu możemy wywnioskować, że głównym bohaterem jest Rafael Bielecki, zwykły nastolatek z młodszą siostrą Ewką i matką, nic nadzwyczajnego, jednak Rafael idzie do nowej szkoły i niestety do niej nie dotrze, bo całkowitym przypadkiem trafia do... Tak! Hogwartu, a raczej Hogpartu, bo przecież nie zawieramy w parodii prawdziwych nazw. Wracając do tematu... Nasza sierota (z zachowania) poznaje życie w szkole magii i spotyka wielu ciekawych ludzi, a dokładniej większość rodziców młodych bohaterów książek J.K. Rowling, bo ta historia tak jakby nas cofa, ale zmienia również wszystko, dlatego teraz powiem tak dla wyjaśnienia: to jest yaoi, Bielecki jest homoseksualistą, choć nie wiadomo tego od razu, ale też nie można być tego do końca pewnym ;) Ze względu na to, że Bielecki nie trafił do szkoły w wieku 11 lat, to musi zacząć nadganiać świat, którego całkowicie nie zna, nie ma pojęcia po co są te badyle, które inni nazywają różdżkami, czemu wszyscy ubierają śmieszne szaty i dlaczego pociąga go pewien chłopak, który zdecydowanie nie jest dla niego dobrą opcją.

"Pochyliłem się nad swoim smutnym ciastkiem. I ty, towarzyszu niedoli… I ty czujesz się samotny jak pies, wyjąc z rozpaczy w swojej babeczkowej jaźni, błagając Babeczkowego Boga o śmierć bez mąki… TFU! Męki!"

 Rafaela zdecydowanie da się lubić, jest taką ciapą, że jednocześnie traktujemy go jako głupka, jest nam go szkoda, złościmy się przez jego głupie wybory i śmiejemy się z jego nieporadności, jak i "mądrości życiowych", których nam nie szczędzi. Jednak, gdyby ktoś jakimś cudem nie polubił głównego bohatera, to mamy jeszcze masę innych pobocznych bohaterów, a każdy jest inny, na swój sposób wyjątkowy. Mamy tych "miłych" i "wrednych", ale też tych, których nie szufladkuje się do żadnej kategorii, więc różnorodności stała się zadość. Zdradziłabym wam więcej i zrobiła porównania, ale to już chyba byłyby spojlery, a tego nie chcemy, o nie.

 Na koniec trochę pomieszania z poplątaniem. Wszystko opstrzone jest satyrą, humorem dla jednych dobrym, dla innych za mocnym i przesadzonym przez wzgląd na przekleństwa. Od razu informuję, że o tej książce można zmienić zdanie z upływem czasu, jednak ja od 2008 (moment w którym zaczęłam czytać opowiadania z tej książki na blogu) jestem urzeczona (czy akurat do TEJ książki to dobre określenie?) tą pozycją. Wiadomo, zachwyt niektórymi historiami z wiekiem spadnie i to nieuniknione, ale przeczytać warto. Uwielbiam żarty autorki, zamysł stworzenia takiej niezdary, typowego nieświadomego komika, który rozbawia wszystkich, ale przypadkiem i jeszcze ulokowania go w świecie każdemu znanym. Ja śmiałam się podczas czytania, a nie mam tego w zwyczaju, naprawdę musi mnie coś mocno ruszyć i to jest właśnie ta książka, przy niej nie da się zachować maski, czy samej obojętności, a przynajmniej ja tego nie potrafiłam, ale w końcu sami musicie to zobaczyć.

 Zdecydowanie polecam to tak 16-18+, choć to zależy od wrażliwości, w końcu są osoby mocno uczulone na przekleństwa w literaturze i nie tylko :)
 Jeśli ktoś czytał, niech da znać ;)

niedziela, 12 czerwca 2016

Seria "After" Anna Todd






 Dziś może z lekka kontrowersyjnie, bo jak widać, mam zamiar powiedzieć kilka słów o serii "After" Anny Todd, oczywiście jeszcze nie zdołałam kupić książki "Before", ale nie przeszkadza to ani trochę w napisaniu kilku słów o tej serii, ponieważ całą historię znam.

 Poznajemy Tessę, początkującą studentkę pierwszego roku, typową grzeczną dziewczynę z dobrego domu, która właśnie przyjeżdża do akademika, oczywiście w towarzystwie swojej matki i chłopaka wyrwanego z okładki pisma dla grzecznych i ułożonych. Poznajemy od razu jej współlokatorkę i Hardina, stereotypowego bad boy'a z masą tatuaży i kolczyków, który (jak się później okazuje) jest tez bezczelny, arogancki i lubi sobie wypić. Wiadomo, że nie spodobało się to bliskim Tess, ale nic na to nie mogli poradzić, w końcu dziewczyna gdzieś mieszkać musi, więc przyjmuje to, co jest i w sumie od razu po wyjeździe matki i chłopaka zaczyna się cała przygoda.

 Tessę i Hardina coś połączyło, nie zdradzę jak i co, bo na pierwszy rzut oka tego nie zobaczycie, dopiero na ostatnich stronach pierwszej części wiele się wyjaśnia, a historia zmienia swoje znaczenie i staje się dla nas przynajmniej trochę oburzająca, jednak do tego czasu wszystko kwitnie, a nasza główna bohaterka zaczyna się zmieniać, powoli przechodzi przez każdy etap zmiany, wszyscy wystawiają ją na próbę, przy okazji poznajemy Zed'a, kolegę Hardina, który jest hm... dziwny, ale też urzekający na swój sposób i zostaje z nami w kolejnych częściach, prawie jak wszyscy inni bohaterowie na stronach pierwszej części, bo tak łatwo ich się nie pozbędziemy. Tessa wnika w ich świat, niekoniecznie dobry dla kogokolwiek, zaczyna się gra uczuć, która w pierwszej części jeszcze nie irytuje tak bardzo, choć ja i tak jestem na swój sposób serią oczarowana, bo miłość w tych książkach jest trudna i pełna wyrzeczeń i nawet jeśli wszystkie kłótnie są przedstawione na wyrost, to ja tego nie ganię, lubiłam się denerwować tym całym postępowaniem bohaterów. Ta seria mną potrząsnęła tak, jakbym była szmacianą lalką, grała na moich emocjach, drażniła, wzruszała i rozbawiała, czasami nie wiedziałam na kogo mam się denerwować i kto przebił kogo swoją głupotą. Tak, na to musicie się przygotować, by przejść przez te książki i zobaczyć zakończenie, które według mnie nie było takie, jakie być powinno, przynajmniej ja trochę bym je zmieniła, a szczególnie ostatnie rozdziały, bo autorka zrobiła to tak z lekka na odczepnego i wszystko nagle zaczęła skracać, a do czego nas nie przyzwyczajała.

 Anna Todd napisała tą książkę kierując się... One Direction, tak... Dowiedziałam się o tym dopiero po przeczytaniu tej serii, jakoś zawsze zakrywałam znaczek na okładce, a może nie przywiązywałam do tego jakiejś wielkiej wagi, w każdym razie trochę mnie to zdziwiło i cieszę się, że dowiedziałam się dopiero po fakcie, bo pewnie to by ogromnie wpłynęło na mój odbiór w negatywnym aspekcie.
Język, którym pisze autorka jest przyjemny i prosty, nie trzeba się specjalnie wysilać, by zrozumieć tę historię, bo wszystko mamy podane na tacy i jest to swego rodzaju plus, ja jestem za, bo w końcu dla mnie jest to seria, która pomogła mi się oderwać od tych "cięższych" powieści w których tak się lubuję.

Szczerze polecam całą serię "After" tym, którzy nie mają uprzedzeń i lubią kontrowersyjne romanse, a właśnie z tego powodu polecam ją starszym czytelnikom, bo tak ta książka jest napisana, przez serię przewija się sporo scen erotycznych i nie wszyscy powinni to czytać :)

środa, 25 maja 2016

"Teraz albo nigdy" Sarah Dessen


 Historia opowiada o Macy, dziewczynie, która straciła ojca, ale w pewnym sensie także i matkę, która nie potrafiła poradzić sobie ze stratą i rzuciła się w wir pracy i "idealnego" podejścia do życia. Bankiety, równo ułożony przedziałek, idealny makijaż, oczywiście jej córka też musiała być dla niej idealna, ale tylko ta, która z nią mieszka, gdyż może się wydawać, że zapomniała o swojej starszej córce z którą już nie mieszka. Dlatego też Macy miała z pozoru idealnego, mądrego chłopaka i dzięki niemu zdobyła "wymarzoną" pracę, drugim powodem była chęć nie bycia kojarzoną tylko jako "ta, której ojciec umarł". Stara się być we wszystkim dobra, by nie przynieść wstydu swoim bliskim. Wydaje się świetnie, nie? Jednak wcale tak nie jest. Nasza główna bohaterka nie zdaje sobie sprawy, że wciąż udaje, a dodatkowo jej udawanie jest przesadne i sztuczne, zresztą nie ma po co udawać, bo to świetna dziewczyna, jednak mamy tutaj nacisk najbliższego środowiska. Spokojnie, niedługo wszystko się zmieni.

 Podczas jednego z idealnych (tak, te powtórzenia są celowe) bankietów promujących, wyprawianych oczywiście przez matkę Macy, nie wszystko idzie idealnie. Catering ma mały problem, opóźnienie i potrzebują pomocy, oczywiście organizatorka tonie w nerwach, jednak wszystko powoli zaczyna się opanowywać. Macy poznaje większość ekipy, w tym Wesa, chłopaka, który, jak się później okazuje, nie miał wcale kolorowej przeszłości. Wszystko zaczyna nabierać tempa, związek bohaterki się komplikuje przez jej idiotycznego chłopaka z tak głupiego powodu, że powinna dawno kopnąć go wiadomo w co, zaczyna też dodatkowo pracować w Fortunie, tak, w tej firmie cateringowej z bankietu.
To, co się tam wydarzy musicie już przeczytać sami, tak, musicie :D

 Książka pokazuje nam zmianę człowieka, jak wpływ środowiska może nas zdusić, albo uwolnić od łańcuchów przeszłości i "idealnie" wykreowanej rzeczywistości. Pokazuje próby i błędy, miłość, nie tylko tą szczęśliwą, ale też tą, którą trzeba odzyskać, wręcz wymusić, by przełamały się bariery w psychice i żeby w końcu żyć normalnej. Och, jeszcze jedno. Ta historia ukazuje, że ludzie z pozoru idealni wcale nie muszą tacy być. Przeważnie nie widzą nic dalej niż koniec własnego nosa.

 Emocje związane z książką? Powiem tak, wiele rzeczy potrafiło mnie zdenerwować, zgrzytałam zębami, gdy czytałam fragmenty w których było coś o Jasonie, czyli tym "świetnym" chłopaku Macy, wzruszałam się czasami przy Wesie, szczególnie, gdy wszystko się w pewien sposób wyjaśniło. Irytowała mnie od początku matka, która zająć się córką, ech... Po prostu sama zachowała się jak mała dziewczynka i odcięła Macy od świata zewnętrznego, co mi się całkowicie nie podobało, bo jej matka miała jakiś syndrom chęci władzy absolutnej. Serio, potrafię zrozumieć ból, cierpienie i rozpacz po utracie bliskich, szczególnie z rodziny, nie jest mi to obce, ale nie można wtedy popaść w rutynę, trzeba walczyć o swoje życie, bo niszcząc je, ranimy nie tylko siebie, ale też pamięć o zmarłej osobie. To zdecydowanie kontrowersyjna książka, zajmuje dziwne stanowisko, ale jest zarazem bardzo wartościowa, moich emocji nie trzeba dalej opisywać, były bardzo wybuchowe i bardzo różne :)

Polecam tę książkę każdemu, dosłownie. Jest ona lekka mimo swojej tematyki, jednak urzeka, czyta się ją szybko i koniecznie musicie poznać jej historię, całą treść, a nie tylko moją marną pisaninę :D
http://www.harpercollins.pl/ Dziękuję też wydawnictwu HarperCollins Polska za możliwość zrecenzowania tej książki ;)

sobota, 21 maja 2016

"Guy Martin. Motobiografia" Guy Martin


 Ponoć nie powinno się recenzować biografii, czy autobiografii, jednak ja mam zamiar trochę Wam dzisiaj opowiedzieć o tej świetnej książce, która związana jest z moją motocyklową pasją i najchętniej zdobyłabym na niej autograf autora, a znaczyłby dla mnie więcej niż taki zwykły na kartce. Chcecie wiedzieć o co w tej książce chodzi? Nawet jeśli nie jesteście fanami motocykli i wyścigów, to i tak warto ją przeczytać ;)

 Książka, jak to biografia, od samego początku wtłacza nas do czyjegoś życia, tak i tu poznajemy Martina jako małego chłopca, choć te chwile są pobieżne, zaledwie kilkanaście stron. Wiemy, że jego ojciec jeździł motocyklami, jego matka jest stanowczą kobietą i że ma trójkę rodzeństwa, a jego pasja motocyklowa nie powstała z talentu i nie pojawiła się od razu. Wstęp świetny, choć większość może mieć problemy z wgryzieniem się w tematykę. Na kolejnych stronach ukazuje nam się to, co mnie najbardziej interesowało, czyli początki kariery i tu muszę powiedzieć, że trochę wytrącały mnie z rytmu czasy. Najpierw czytamy o 2001 roku, by zaraz czytać o 2011, czy też innym i po chwili znów wracamy na właściwy tor. Trochę zdemotywował mnie brak chronologii, jednak nie poddałam się, bo mimo to, książka jest naprawdę porządna, napisana przyjemnym językiem i nie ma w niej wielu bezsensownych informacji. Możemy przeczytać o wypadkach, tych śmiesznych, jak i tych śmiertelnie poważnych, które działały na mnie z trwogą, choć wiedziałam, że przecież to przeżył, teraz nic mu nie jest, ale moje emocje bywały różne przy tej książce. Śmiałam się przy sytuacji z jego kolegą, który miał nową dziewczynę (nie zdradzę o co chodziło) i uśmiechałam się pod nosem w sytuacjach w których autor nie dał sobie w kaszę dmuchać. W sumie to bawiłam się przez całą książkę, choć miałam momenty, które powodowały chęć odłożenia jej, ale dawałam jej raz za razem szansę i teraz mogę spokojnie powiedzieć, że było warto, a wy musicie chociaż sięgnąć po tę książkę.

 Nie martwcie się, styl jest łatwy i prosty, jedyne co może być zaskakujące, to opisy, bardzo szczegółowe, czasami zabawne, autor nieźle się bawił podczas pisania tej książki i widać, że zostawił na kartkach tej książki swoje emocje, to się odczuwa podczas czytania i jest to jedna z lepszych rzeczy, jakie Guy mógł zrobić, a możliwe, że zrobił to nieświadomie i jest to świetna sprawa.

Okładkowe stroki! Nie patrzcie tym razem na okładkę aż tak bardzo, bo o ile przód jest świetny, to z tyłu mamy niezbyt korzystne zdjęcie Martina, ale naprawdę, to nie ma znaczenia, nie ujmuje to tej książce, ona sama w sobie jest w takim bezstresowym klimacie i ja za nic nie zmieniłabym tej tylnej okładki, bo właśnie tak widzę tego motocyklistę i wiem, że on będzie taki do końca, kontrowersyjny i trzymający życie za ogon.


http://www.wsqn.pl/ Polecam książkę dosłownie wszystkim, szczególnie fanom motoryzacji, ale też biografii ludzi wszelakich, czy też każdemu, kogo choć przez sekundę zafascynowała taka maszyna, jaką jest motocykl. Szczególne podziękowania ślę wydawnictwu Sine Qua Non, bo to dzięki nim mogłam tę książkę tak szybko przeczytać i zrecenzować.



***
Dwa tygodnie mnie nie było, zabiegany człowiek, ale już nadrabiam! :)
A jak u was? Jak po Targach? Zadowoleni?
Ja mogę powiedzieć, że zdobyłam autograf Jakuba Ćwieka i w końcu odwiedziłam Epik, wystarczająco długo czaiłam się na ich zakładki magnetyczne ;) Jednak nie zdążyłam do Wojciecha Cejrowskiego, zbyt późno przyjechałam, a ludzie stający okoniem na środku wąskich korytarzy nie ułatwiali mi sprawy. Jeszcze gdzieś kiedyś go złapię ;)

środa, 4 maja 2016

PODSUMOWANIE MIESIĄCA: Kwietniowy Book Haul | Wrap Up | TBR na maj

Witajcie witajcie :D
Czas na podsumowania i rozliczenia z kwietniem i plany czytelnicze na maj.

1. BOOK HAUL
Zacznijmy od recenzenckich, to będzie najszybsze, bo trafiły do mnie w kwietniu dwie książki.
Linki do recenzji w tytułach.
Od wydawnictwa Sine Qua Non otrzymałam: "Grimm City. Wilk!" Jakuba Ćwieka. Niecodzienny kryminał na bazie świata braci Grimm.
Od Helion S.A otrzymałam książkę "Oblubienice wojny" Helen Bryan. Powieść wojenna na bazie drugiej wojny światowej z niesamowitymi bohaterkami.

Jeszcze w zeszłym miesiącu zrobiłam napaść na księgarnię Świat Książki, gdzie zakupiłam:
- "Obca" Diana Gabaldon. Nie wiem, czy będę robiła z tego recenzję, choć książka jest wspaniała. Myślę po prostu, że ciężko by było mówić o niej bez spoilerowania.
- "Ugly love" Colleen Hoover. Wiadomo, mam słabość do autorki, książka już przeczytana, jeszcze o niej wspomnę.
- "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes. Czytałam wcześniejsze książki tej autorki i bardzo je polubiłam, jednak na tę się spóźniłam, ale na szczęście dodruk związany z oczekiwaniem na premierę mnie uratował.

Dodatkowo z wymiany uzyskałam "Złodzieja Pioruna", "Morze Potworów" i "Klątwę tytana" Ricka Riordana.

Tak oto wygląda mój stosik, jestem szczęśliwa, bo w tym miesiącu nie poszalałam, zaledwie osiem pozycji, choć i tak mam sporo większy stos do przeczytania, ale wiadomo, książkoholicy tak mają.

2. WRAP UP
W kwietniu przeczytałam (chronologicznie):
- "Dziedzictwo ognia" Sarah J. Maas. Nie zrobię recenzji z dotychczasowych czterech książek, po prostu sądzę, że już wszyscy to robią, a ja nie chcę powielać.
- "Grimm City. Wilk!" Jakuba Ćwieka. Recenzja jest, link podałam wyżej.
- "Złodziej Pioruna" Ricka Riordana. Możliwe, że recenzja pojawi się na blogu, jednak dopiero trzeciej, niezekranizowanej, bo wiadomo, że większość już czytała i oglądała.
- "Obsesja" Jennifer L. Armentrout. Książka, która złamała moje serce, bo kończąc ją, musiałam się pożegnać z tym światem pełnym kosmitów. Możliwe, że pojawi się recenzja.
- "Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski. Powróciłam ponownie do świata Wiedźmina po siedmiu latach i moje zdanie się nie zmieniło. To jest jedna z najlepszych sag, jakie dane mi było czytać.
- "Oblubienice wojny" Helen Bryan. Zakochałam się w tej klimacie, bohaterach i czasie, w którym dzieją się te wszystkie wydarzenia, link do recenzji wyżej.
- " Playlist for the dead" Michelle Falkoff. Książka mimo tematyki była zbyt... Dziecinna, przynajmniej według mnie. Zdecydowanie dla młodszych czytelników.
- "Obca" Diany Gabaldon. Perełka na mojej półce. Ta książka wpasowała się idealnie w moje upodobania i wiem, że przeczytam wszystkie następne, a kiedyś powrócę ponownie do tego świata.
- "Ugly love" Colleen Hoover. Nie trzeba tu nic mówić, moja ulubiona autorka nadal trzyma poziom i uwielbiam ją jeszcze bardziej, bo wiem, że jeszcze czekam na kolejne jej książki w Polsce.
- "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes. Jak już mówiłam, wielbię autorkę. Zakończyłam miesiąc z jej książką i wcale to nie był przypadek. Po prostu wiedziałam, że się nie zawiodę. Przepiękna historia.

Miesiąc skończyłam z dziesięcioma przeczytanymi książkami. Byłoby jedenaście, ale poddałam się podczas czytania "Czasu Żniw" Samanty Shannon, przeczytałam połowę i odłożyłam, albo to wina mojego gustu, albo braku chęci.
Podsumowując: nie jest źle, ale mogło być lepiej :)

3. TBR 
W maju mam zamiar przeczytać książki, które od dawna czekają na swoją kolej, oraz pomiędzy nimi znajdą się kolejne recenzenckie, jednak o nich nie będę tu mówiła, byście mieli niespodziankę :)
- "Plaga samobójców" Suzanne Young
- "Starter" Lissa Price
- "Harry Potter i Zakon Feniksa" J.K Rowling
- "Morze potworów" Rick Riordan
- "Miecz przeznaczenia" Andrzej Sapkowski

Oczywiście wszystkie plany mogą się zmienić pod wpływem nowych książek, szczególnie, że w Maju odbędą się Targi Książki w Warszawie. Będę tam, więc jeśli ktoś będzie chciał się spotkać i pogadać, to napiszcie, bo ja prawdopodobnie będę sama przez wszystkie dni trwania targów.
Pamiętajcie: jeśli zobaczycie takie stworzonko 164cm z plakietką imienną, wiecznie męczącą się z długimi włosami i niebieską torebką, a w dodatku ubraną w wzorzyste legginsy - to JA ^^"

czwartek, 28 kwietnia 2016

TAG: Przysłowiowy tag książkowy

Witajcie witajcie :D
Dzisiaj przybywam z tagiem, który bardzo mi się spodobał, a w dodatku jest dość długi. Przepraszam od razu twórcę za to, że nie zostanie wymieniony, bo, wstyd się przyznać, ale zapomniałam z jakiego jest bloga.
Nie przedłużając: liczę na to, że się spodoba i zapraszam gorąco :)

1. Apetyt rośnie w miarę jedzenia - czyli książka jednotomowa, której kontynuację chętnie bym przeczytała.
Nie musiałam się zastanawiać, gdyż taką książką z pewnością jest "Pocałunek kier" Lynn Raven. Przecudowny klimat fantastyki, świetnie wykreowani bohaterowie i ciekawa fabuła, tylko szkoda, że książka była bardzo mało znana.

2. Co za dużo, to niezdrowo... - czyli kontynuacja, która była gorsza od pierwszej części.
Również bezproblemowo odpowiem, że jest to "Swobodna", kontynuacja książki "Bezmyślna" autorstwa S.C Stephens. Nie przebrnęła, zatrzymałam się w połowie i żałowałam, że nie skończyłam na pierwszym tomie, bo bohaterka bardzo mnie zawodzi, wszystko się plącze i jest ogólny rozgardiasz. Pierwszą część polecam, drugą zdecydowanie odradzam.

3. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki - czyli książka, którą mogę czytać wielokrotnie.
Zapewne nie byłaby to jedna książka, nie będę tu też wymieniać książek o Harrym Potterze, bo to oczywiste, ale zapewne są to książki Collen Hoover; od Hopeless, przez Losing hope, Maybe someday, Pułapka uczuć, Nieprzekraczalna granica, Ta dziewczyna, po Ugly love i wszystkie następne, które wyjdą. Ta autorka mnie oczarowała odkąd w dniu premiery kupiłam jej pierwszą książkę i to miłość na lata.
Drugim przykładem jest saga o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego i tutaj nie trzeba tłumaczyć dlaczego :)
Trzecim zapewne są książki Diany Gabaldon, pokochałam te książki, w końcu coś, co jest całkowicie w moim guście, a ilość stron każdego tomu spełnia moje zapotrzebowania, bo jestem wielbicielką długich książek :D

4. Stary, ale jary - czyli ulubiona książka z dzieciństwa.
Proste pytanie, ze względu na to, że kocham konie od dziecka i jeżdżę już ponad 14 lat, to zakochałam się w serii Heartland Lauren Brooke. Poza zwykłymi książkami szalałam za wierszami Tuwima, tymi dla dzieci oczywiście i rodzice zawsze mi je czytali, czasami nadal do tego wracam.

5. Nie taki diabeł straszny, jak go malują - czyli książka, która miło mnie zaskoczyła.
Oj... Chyba dam tutaj "Zaplątanych" Emmy Chase. Bałam się, że to będzie coś zupełnie innego, niż się okazało. Ta książka była naprawdę przezabawna, mam swoje ulubione fragmenty i miło ją wspominam.

6. Nie chwal dnia przed zachodem słońca - czyli książka, która rozczarowała mnie swoim zakończeniem.
Girl Online, tom drugi, pierwszy w sumie mniej, ale również. Nie trzeba tłumaczyć, zabrałam się chyba za książkę na którą jestem już za stara, jednak nadal jestem rozczarowana zakończeniem i nie rozumiem fenomenu. Książki i tak zostały u mnie na półce i to chyba wina cudownych okładek, a nie treści, no cóż..

7. Wyśpisz się po śmierci - czyli książka, w którą tak się wciągnęłam, że mogłabym zarwać przy niej nockę.
Tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo ja zarywam nocki z większością książek, po prostu teraz kupuję mądrze, gdy wiem, że coś mi się spodoba. Nie chcę powtarzać książek powyżej, bo z każdą z nich miałam taką sytuację, więc za przykład podam trylogię "Dotyk Julii" Tahereh Mafi.

8. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem - czyli książka z najlepszymi dialogami.
Oczywiście, że Wiedźmin, ale żeby nie być monotonną damy tutaj hm... Serię Lux i "Obsesję" Jennifer L. Armentrout, w tych sześciu książkach dialogi po prostu zmiatają z nóg, jestem wielbicielką humoru i żałuję, że nie ma dalszych tomów.

9. Raz na wozie, raz pod wozem - czyli książka, która miała dużo zwrotów akcji.
Hahahaha od razu nasuwa mi się seria After, nie bijcie, lubię tę serię, bawi mnie, a gdzie tu zwroty akcji? Ciągłe schodzenie i rozchodzenie, to trwało tyle tomów, że naprawdę można nazwać to akcją. Oczywiście nie bierzcie tego na poważnie, bo to moje pierwsze skojarzenie i nie wiem skąd się wzięło, ale niech już zostanie :D

10. Pierwsze koty za płoty - czyli książka, przez której początek nie mogłam przebrnąć.
Prosta odpowiedź - "Oblubienice wojny" Helen Bryan. Nie mogłam przebrnąć przez pierwsze kilka stron, bo czekałam na cofnięcie się do czasów wojny, a na początku był rok 1995 i niezbyt wiedziałam o co chodzi, ale po przeczytaniu całości ten zabieg nabrał sensu. Książkę zdecydowanie polecam, bo niedługo premiera, a takie książki czytać też trzeba :)

11. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu - czyli książka, którą zna prawie każdy.
Teraz? To zdecydowanie "Szklany tron" Sarah J. Maas, wszędzie o nim głośno, zaczynają się odzywać hejterzy, wszyscy nagle zmieniają zdanie co do tej książki, niektórzy starają się wmawiać innym swoją opinie, często właśnie negatywną. Ja zostaję przy swoim - książka jest jedną z moich ulubionych, oderwaniem się od rzeczywistości. Ma w sobie to, co mają młodzieżówki w XXI wieku, dobra fabuła, różnorodne sceny, nie wieje nudą. Jednak szanuję każdą opinię, dopóki jest w granicach dobrego smaku, a nie zwykłego chamstwa :)

12. Co ma wisieć, nie utonie - czyli książka, której zakończenie przewidziałam, będąc w trakcie czytania.
 "Grim City. Wilk" Jakuba Ćwieka, szybko domyśliłam się zakończenia książki i dlatego dość słabo mi się ją czytało, ale fani kryminałów powinni lepiej zagłębić się w fabule.

13. Od przybytku głowa nie boli - czyli ulubiona powieść licząca ponad 400 stron.
 Tylko czterysta? O mamo... To krótka książka, ponad sześćset powinno być, bo tak to jest zbyt duże pole do popisu, większość książek ma 350-500 stron. Hm. Dam tu "Erebosa" U. Poznanski. Świetna książka, jest o niej recenzja, gdyby ktoś był zainteresowany, nie wiem jak z dostępnością, ale warto poznać. Niestety nie wymienię reszty ulubionych, a mam ich sporo i mają +400

14. Wszystko co dobre szybko się kończy - czyli ulubiona książka licząca mniej niż 200 stron.
Dwieście? No nieee :D Ja nie mam takich książek o.o Cóż za wyzwanie. Jeśli może być manga to "Alicja w Krainie Serc", a jeśli nie, to muszę podciągnąć ilość pod najcieńszą, którą znalazłam, czyli pod "Jutro" Johna Marsdena. Wielbię i kocham, dużo mówić nie trzeba, polecam! 

15. Być kulą u nogi - czyli książka, w której występuje trójkąt miłosny.
"Dotyk Julii" Tahereh Mafi, "Szklany tron" Sarah J. Maas, "Rywalki" Kiera Cass. Trzeba mówić więcej? Tego teraz jest pełno, a co za dużo to niezdrowo, jak było w punkcie drugim. Ja się ostatnio odrywam od książek z trójkątami miłosnymi, by w przyszłości móc przeczytać jeszcze trochę książek z takim wątkiem.

16. Jedna jaskółka wiosny nie czyni - czyli autor, którego przeczytałam więcej niż jedną książkę/serię i każda z nich mi się podobała.
Colleen Hoover, nic dodać, nic ująć. Musiało się powtórzyć, ale to moja miłość i niestety będzie o niej dość często :D

17. Darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda - czyli bohater, który czuje się niekomfortowo w sytuacji, w jakiej się znalazł.
Można powiedzieć, że jest to z początku Lou z "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes. Zdecydowanie zasługuje na miejsce w tym tagu, w końcu bardzo lubię autorkę i jej książki, a ta nie była pierwszą, którą przeczytałam. Wracając do Lou. Zdecydowanie czuła się niekomfortowo, choć to słowo jest tylko ziarenkiem w morzu i na tym skończmy.

18. Co cię nie zabije, to cię wzmocni - czyli bohater, który pod wpływem różnych czynników dorośleje.
Miles z "Ugly love" Colleen Hoover. Chodzi mi konkretnie [uwaga, może zawiać spoilerem] o te rozdziały z sześciu lat wstecz, gdy stopniowo odkrywamy, to co się stało. [koniec możliwości spoilerów] Sądzę, że tam mamy doskonały przykład jego zmiany i wejścia w prawdziwą dorosłość.


Zapraszam do komentowania, a taguję wszystkich, którym tag się spodobał, w razie co, dajcie znać, a chętnie przeczytam wasze odpowiedzi :)

niedziela, 24 kwietnia 2016

"Oblubienice wojny" Helen Bryan [PRZEDPREMIEROWO]


 Książka wprowadza nas w klimat drugiej wojny światowej. Poznajemy sześć kobiet, głównych bohaterek. Alice, Elsie, Tanni, Evangeline i Frances, które poznają się w Crowmarsh Priors w Anglii. Jednak bohaterki pochodzą z różnych stron świata, takich jak: Austria, Ameryka i w końcu Wielka Brytania, a dodatkowo, są różnej wiary, Tanni i Elsie są żydówkami. Kobiety wspólnie walczą z przeciwnościami losu. Przeżywają trudne chwile, martwią się o swoje rodziny, muszą opuścić rodzinne domy, przeżywają nocne naloty w schronach, przeżywają miłość, często przymuszoną, pomagają innym ludziom, uczą się jak przetrwać, gdy wszystko zaczyna być racjonowane. Po pięćdziesięciu latach, w roku 1995, niektóre z nich spotkają się, by pomścić niewinną śmierć.

 Najwspanialsza pozycja z gatunku historycznych! Do tej pory nie przeczytałam nic, co tak by mnie zachwyciło, a dodatkowo ukazywało prawdziwe oblicze drugiej wojny światowej. Oczywiście pomijam wszystkie podręczniki, czy biografie, gdyż ta książka w porównaniu do innych z tego gatunku, ma większość bohaterów fikcyjnych (prócz niektórych negatywnych, jak Hitler, czy Manfred). Poznajemy rodziny głównych bohaterek, przeżywamy razem z nimi ból straty, czy też radość z iskierki światła w tunelu. Mamy rozdziały z różnych części świata, w tym z obozu Auschwitz i nawiązania do chorych badań niemieckiego lekarza nad reprodukcją aryjskich bliżniąt i choć to tylko fragment, to powodował u mnie "rzucanie" książką i irytację, bo nadal nie mogę uwierzyć, jak dobrze przygotowała się autorka do napisania tej pozycji.

 Bohaterki są odwzorowane idealnie, każda ma swoją niepowtarzalną historię, jedne wesołą, inne okrutną i smutną, jednak więzy przyjaźni pozwalają im przetrwać te trudne czasy. Poznajemy też ich znajomych, nie tylko tych z Crowmarsh Priors. Dodatkowo niektóre z naszych bohaterek zaczynają brać udział w działaniach okołowojennych, chcą się przyczynić do odzyskania wolności i spokoju dla przyszłych pokoleń, które na kartkach tej książki również się pojawiają. Nie wiem co mogę tu jeszcze dopowiedzieć, wszystko mogłoby być spoilerem, więc bardzo ograniczam recenzję, wybaczcie :)

 Autorka naprawdę się postarała w zbieraniu materiałów na temat drugiej wojny, rozmawiała z ludźmi, którzy ją przeżyli, zbierała ich wspomnienia, szukała szczegółów i ze wszystkich skrawków, które znalazła, napisała znakomitą powieść, która wzrusza, rozwściecza, czasami bawi. To nie jest typowy wyciskacz łez, to silna powieść, która mocno trafia do czytelnika, przekazuje wiele dobrego, dodatkowo można spojrzeć na wojnę z perspektywy innego kraju, ich zawahań, wiedzy o obozach koncentracyjnych, strachu i lęku. Autorka wiedziała, gdzie i jak wpłynąć na emocje czytelnika. Jest tylko jedna rzecz, której żałuję, mianowicie Helen Bryan napisała tę książkę w 2007 roku, a dopiero teraz, po dziewięciu latach trafiła ona do Polski, jednak lepiej późno niż wcale, może teraz właśnie jest jej czas, by zasłynąć, bo na to zasługuje.


 Polecam te książkę wszystkim, młodszym i starszym, bo pozycja jest naprawdę warta przeczytania. Książka ma swoją premierę prawdopodobnie już 18 maja, choć obecnie to termin ruchomy. Dziękuję również wydawnictwu Editio, dokładnie Pani Agnieszce Sinderze z Helionu za możliwość wejścia do świata tej powieści, dzięki egzemplarzowi demonstracyjnemu, bo to była jedna z najlepszych historii, jakie poznałam.