niedziela, 9 lipca 2017

"Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem" Lauren Fern Wyatt


Jestem jedną z osób, którym wystarczy pokazać książkę z tematyką zwierzęcą, bym po chwili zapragnęła ją posiadać i czytać. W taki sposób w moje ręce trafiła właśnie ta książka i co prawda nie czytałam wcześniej opisu i nie wiedziałam, że to własnie autorka książki podzieliła się na papierze swoją historią. Cóż... Może tak nie do końca swoją, bo dzieloną z Gizelle, mastifką, którą autorka dostała na dziewiętnaste urodziny i od tamtej pory były nierozłączne. Znamy jednak okrutną formę czasu i łatwo można dojść do tego o czym jest ta historia. Na każdego kiedyś musi nadejść pora, tym razem wcale nie było inaczej. Zapraszam do poznania mojej opinii o wspaniałej historii tych dwóch wspaniałych istot.

Nie każdy z nas ma kolorowe życie, niektórzy gnębią się niską płacą, inni mają problemu w domu, a jeszcze inni pogłębiają swoją rozpacz z winy rodziców. Tak też było w tym przypadku, ponieważ z winy matki Lauren rozpadła się cała rodzina. Właśnie wtedy Lauren miała przyjemność poznać dość małego, uroczego szczeniaka jakim była Gizelle, która od tej pory miała rozświetlać życie dziewiętnastolatki. Prędko też stały się nierozłączne, choć mastifka osiągnęła dość pokaźne rozmiary, a sama waga psa nie pozostawała dłużna wzrostowi, mimo to poznały Nowy Jork i zamieszkały razem w akademiku, a wiadomo, że tam "dużo miejsca" jest pojęciem mocno dyskusyjnym. Sama Gizelle stała się powiernikiem młodej kobiety, była jej najlepszą przyjaciółką, terapeutką i najbliższą istotą, więc ich więź była naprawdę imponująca.
Niestety szczęście dziewczyny i suczki nie trwało tak długo, jakby sobie tego życzyły. Gizelle zachorowała na śmiertelną chorobę, a weterynarze mogli tylko rozkładać ręce, ponieważ nie wynaleziono na nią leku. To wtedy własnie Lauren rozpoczęła walkę o każdą chwilę, którą mogłaby spędzić ze swoją najwierniejszą towarzyszką. Zabrała ją w ostatnią podróż, by móc spełnić marzenia i zachować w sercu wiele najpiękniejszych chwil z ostatnich momentów życia swojej przyjaciółki.

Książka z pewnością należy do tych, które łamią serce, jednocześnie zadziwiając swoją prawdziwością. Poruszył mnie już sam fakt, że autorka miała odwagę przelać tę historię na papier, podzielić się z ludźmi kawałkiem swojego życia, wspomnieniami, które zapewne bolały, choć również dawały szczęście, bo... są o Gizelle, wiernej i wspaniałej towarzyszce, która do ostatnich chwil była ze swoim człowiekiem. Historia należy do tych pouczających, pomaga zrozumieć więź między człowiekiem, a zwierzęciem, tego nie da się opisać słowami, a przynajmniej jest to bardzo ciężkie zadanie, jednak wszyscy powinniśmy wiedzieć o co chodzi. Zwierzęta udowadniają swoją wierność, są szczerze, nie potrafią kłamać i to jest piękne. Nie ma lepszego kompana od czworonoga (lub dwu, w końcu bierzemy pod uwagę papugi ;) ), a każde zwierzę może zmienić nasze życie, odwrócić światopogląd i pokazać co jest tak naprawdę ważne.
Jeszcze raz, jestem pełna podziwu dla autorki, sama nie podjęłabym się opisywania takiej historii, gdyby przydarzyła się akurat mnie, jednak cieszę się, że taka książka powstała i ma szansę być nagłośniona, ponieważ należy jej się, a każdy powinien taką historię znać. Może na papierze nie jest długa, jednak autorka z pewnością ma dużo, dużo więcej wspomnień związanych ze swoją mastifką. Pozostaje mi tylko życzyć każdemu tak wspaniałego psa jakim była Gizelle, choć pamiętajcie, uparciuchy zwierzęce też są wspaniałe :)


http://www.harpercollins.pl/Recenzja napisana dzięki współpracy z wydawnictwem HarperCollins.

czwartek, 18 maja 2017

"Tudorowie. Narodziny dynastii" Joanna Hickson


Opis z okładki (ta książka ma naprawdę dobry opis, dlatego zostawiam):
 Anglia 1451 rok
Jasper i Edmund Tudorowie, przyrodni bracia Henryka VI Lancastera, wychowali się z dala od pałacu i dworskich intryg. Król sprowadza ich do Londynu, uznaje za prawowitych braci i obsypuje zaszczytami. Edmund żeni się z najbogatszą angielską arystokratką Małgorzatą Beaufort, a Jasper zarządza rodowymi włościami w Walii.
Anglia coraz bardziej pogrąża się w chaosie. Ród Yorków rości sobie pretensje do tronu i wybucha Wojna Dwóch Róż. Edmund, znany z bezwzględnej lojalności wobec Lancasterów, zostaje pojmany przez Edwarda Yorka i umiera w więzieniu. 
Jasper przejmuje opiekę nad jedynym synem Edmunda, Henrykiem. Teraz na nim spoczywa odpowiedzialność za losy rodu Tudorów. Trwa wojna, szala zwycięstwa przechyla się na stronę Yorków. Jeden fałszywy krok może prowadzić do zguby, dawni przyjaciele zmieniają strony i okazują się śmiertelnymi wrogami.
Odwaga i determinacja Jaspera sprawiają, że po kilkunastu latach jego bratanek zasiądzie na tronie jako Henryk VII, dając początek dynastii Tudorów.

 Literatura historyczna jest chyba jedną z moich ulubionych, choć niestety jest najrzadziej na moim blogu spotykana, jednak niedługo prawdopodobnie się to odmieni, gdyż zabieram się w końcu za pisanie o książkach nieco bardziej wymagających od czytelnika. Uważam, że jest to dobre oderwanie się lekkości obecnie popularnych książek.
Ta powieść jest historią fabularyzowaną, czymś ogólnodostępnym i łatwym w odbiorze, bardzo pomocnym w poznaniu kawałka świata z przeszłości i w większości bardzo zajmuje czas czytelnikowi, zwyczajnie wciąga i pochłania bez reszty. Narodziny Tudorów obiecują, że przedstawią nam jak Henryk VII zasiadł na tronie i ja czytam o tym już któryś raz, jednak każda książka tego rodzaju jest napisana w taki sposób, że czuję się jakbym odkrywała historię na nowo, niezwykła rzecz. Autorka bardzo dobrze oddała realia tamtych czasów, konkretnie sposobów panowania Yorków o których dowiadywałam się z przekładów historycznych, które są oczywiście również ogólnodostępne, wystarczy trochę poszukać. Można powiedzieć, że jest to jedna z rozsądnie i mądrze napisanych książek, które czytałam, ale po prawdzie również nie zdarzyło mi się sięgnąć po jakąś specjalnie złą, więc ta pozostanie w moim sercu nieco powyżej przeciętnej, wymagałam więcej faktów i ciekawostek, a nie powielania wszystkiego, co już zostało napisane. Duży plus za sposób przedstawienia

Autorka umiliła nam czytanie, zapewniła dobre fakty, okroiła nieco zbędne fakty, co nadało powieści tempa, które sprzyja lekturze. Intrygi zostały opisane w sposób interesujący, wręcz pochłaniający, a w dodatku napędza całą machinę fabularną, czytelnik może się tylko rozpływać podczas zapoznawania się z lekturą i przeżywać w swojej głowie kolejne sceny z kartek powieści. Joanna Hickson zapewniła nam odpowiednią dawkę (dużą) prawdziwej, rzetelnej historii, jej faktów, dlatego wszyscy z pewnością znajdą tu coś dla siebie, a fani historii będą wniebowzięci. Dodatkowo zadbano, by w książce znalazło się drzewo genealogiczne, które ułatwia nam zapoznanie wszystkich ludzi, który, jak wiadomo, nie mamy zbytnio jak pamiętać, czy poznać, musimy w większości zawierzać pisarzom. Te kilkaset stron wprawiło mnie w dobry nastrój, bo w końcu przeczytałam coś, co opłacało się przeczytać.

 Zdecydowanie polecam fanom powieści historycznych na zasadzie fabularyzowania, świetny zabieg literacki moim zdaniem. Z pewnością każdy znajdzie coś tu dla siebie, można uznać, że to kryminał od 1451 roku i w dodatku na faktach ;)

http://www.harpercollins.pl/Recenzja napisana dzięki współpracy z wydawnictwem HarperCollins.