środa, 7 lutego 2018

"Amerykańscy bogowie" Neil Gaiman

  


Cień już trzeci rok odsiaduje wyrok w więzieniu i właśnie nadchodzi koniec jego kary, a wolność zbliża się nieubłaganie, co wywołuje w nim swego rodzaju niepokój. Nie zdaje sobie sprawy z powodu swojego dziwnego przeczucia, jednak dwa dni przez wyjściem na wolność jego żona Laura ginie w tajemniczych okolicznościach w wypadku samochodowym i choć wszystko wskazuje na zdradę małżeńską, to Cień nie wydaje się być do końca przekonany w tę wersję wydarzeń. Gdy wraca do domu w pełnym oszołomieniu, okazuje się, że na dokładkę dostaje tajemniczego gościa, który przedstawia się jako Wednesday i wszystko jakoś dałoby radę ze sobą pogodzić, jednak tajemniczy przybysz informuje, że jest żołnierskim uchodźcą, a na dodatek byłym bogiem i królem Ameryki. Mimo całego zamieszania wyruszają razem w podróż po kontynencie i starają się rozwiązać zagadkę mordestw dokonywanych każdej zimy w małym miasteczku Ameryki. Jednak cały czas ktoś stąpa im po piętach i wygląda na to, że niedługo będą musieli zdecydować co począć z tym tajemniczym gościem, który kiedyś będzie musiał wyjść z ukrycia.

  Amerykańscy bogowie to kolejna zaskakująca historia spod pióra Neila Gaimana, który kolejny raz serwuje nam niepowtarzalną historię pełną tajemnic, zagadek i niedopowiedzeń odkrywanych stopniowo, strona po stronie. Książka wciąga do granic możliwości, aż chce się ją przeczytać jednym tchem mimo jej objętości. Zaserwowano tu czytelnikowi świetnie wykreowanych bohaterów, którzy świetnie spełniają swoje role, z przyjemnością poznaje się ich charaktery i zdecydowanie umilają nam czytanie tej zawiłej powieści. Nie przywiązujcie się jednak do głównego bohatera jakim jest Cień, gdyż nie do końca można go uznać za czołową postać tej historii, choć to w żadnej mierze nie zmienia postrzegania całej historii, w końcu ona w każdym rozdziale broni się sama dostarczając czytelnikowi całą gamę skomplikowanych faktów, zawiłych scen i nowych, choć chwilowych postaci. Sama historia przedstawiona jest w idealnym klimacie obecnych czasów w pomieszaniu z bogami wszelkiej maści. Jedyną pomyłką popełnioną przez autora, który widocznie ma bardzo duże pojęcie o mitologii, jest fakt, że golem nie jest z Polski, a z Czech, choć wiadomo, że tutaj już trzeba zajrzeć dużo głębiej, zresztą wszyscy inni bogowie są przedstawieni prawidłowo i nie mamy możności przyczepienia się tutaj o całą resztę. Fani autora z pewnością znajdą tutaj wszystko czego szukają i jeszcze więcej, co nie jest niczym zaskakującym, gdyż wiadomo, że Gaiman uwielbia serwować swoim czytelnikom nowe, jeszcze nieodkryte rejony wyobraźni, co udowadnia w każdej swojej książce.

 Zdecydowanie warta uwagi, nie można zniechęcać się objętością powieści, która w sama w sobie jest dobrze dopracowana i rozwinięta do granic możliwości, a jednocześnie nie nudzi. Jedyne, czego można się spodziewać, to niedosyt po skończeniu powieści, który zapewne pozostanie w czytelniku na jakiś czas.

niedziela, 9 lipca 2017

"Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem" Lauren Fern Wyatt


Jestem jedną z osób, którym wystarczy pokazać książkę z tematyką zwierzęcą, bym po chwili zapragnęła ją posiadać i czytać. W taki sposób w moje ręce trafiła właśnie ta książka i co prawda nie czytałam wcześniej opisu i nie wiedziałam, że to własnie autorka książki podzieliła się na papierze swoją historią. Cóż... Może tak nie do końca swoją, bo dzieloną z Gizelle, mastifką, którą autorka dostała na dziewiętnaste urodziny i od tamtej pory były nierozłączne. Znamy jednak okrutną formę czasu i łatwo można dojść do tego o czym jest ta historia. Na każdego kiedyś musi nadejść pora, tym razem wcale nie było inaczej. Zapraszam do poznania mojej opinii o wspaniałej historii tych dwóch wspaniałych istot.

Nie każdy z nas ma kolorowe życie, niektórzy gnębią się niską płacą, inni mają problemu w domu, a jeszcze inni pogłębiają swoją rozpacz z winy rodziców. Tak też było w tym przypadku, ponieważ z winy matki Lauren rozpadła się cała rodzina. Właśnie wtedy Lauren miała przyjemność poznać dość małego, uroczego szczeniaka jakim była Gizelle, która od tej pory miała rozświetlać życie dziewiętnastolatki. Prędko też stały się nierozłączne, choć mastifka osiągnęła dość pokaźne rozmiary, a sama waga psa nie pozostawała dłużna wzrostowi, mimo to poznały Nowy Jork i zamieszkały razem w akademiku, a wiadomo, że tam "dużo miejsca" jest pojęciem mocno dyskusyjnym. Sama Gizelle stała się powiernikiem młodej kobiety, była jej najlepszą przyjaciółką, terapeutką i najbliższą istotą, więc ich więź była naprawdę imponująca.
Niestety szczęście dziewczyny i suczki nie trwało tak długo, jakby sobie tego życzyły. Gizelle zachorowała na śmiertelną chorobę, a weterynarze mogli tylko rozkładać ręce, ponieważ nie wynaleziono na nią leku. To wtedy własnie Lauren rozpoczęła walkę o każdą chwilę, którą mogłaby spędzić ze swoją najwierniejszą towarzyszką. Zabrała ją w ostatnią podróż, by móc spełnić marzenia i zachować w sercu wiele najpiękniejszych chwil z ostatnich momentów życia swojej przyjaciółki.

Książka z pewnością należy do tych, które łamią serce, jednocześnie zadziwiając swoją prawdziwością. Poruszył mnie już sam fakt, że autorka miała odwagę przelać tę historię na papier, podzielić się z ludźmi kawałkiem swojego życia, wspomnieniami, które zapewne bolały, choć również dawały szczęście, bo... są o Gizelle, wiernej i wspaniałej towarzyszce, która do ostatnich chwil była ze swoim człowiekiem. Historia należy do tych pouczających, pomaga zrozumieć więź między człowiekiem, a zwierzęciem, tego nie da się opisać słowami, a przynajmniej jest to bardzo ciężkie zadanie, jednak wszyscy powinniśmy wiedzieć o co chodzi. Zwierzęta udowadniają swoją wierność, są szczerze, nie potrafią kłamać i to jest piękne. Nie ma lepszego kompana od czworonoga (lub dwu, w końcu bierzemy pod uwagę papugi ;) ), a każde zwierzę może zmienić nasze życie, odwrócić światopogląd i pokazać co jest tak naprawdę ważne.
Jeszcze raz, jestem pełna podziwu dla autorki, sama nie podjęłabym się opisywania takiej historii, gdyby przydarzyła się akurat mnie, jednak cieszę się, że taka książka powstała i ma szansę być nagłośniona, ponieważ należy jej się, a każdy powinien taką historię znać. Może na papierze nie jest długa, jednak autorka z pewnością ma dużo, dużo więcej wspomnień związanych ze swoją mastifką. Pozostaje mi tylko życzyć każdemu tak wspaniałego psa jakim była Gizelle, choć pamiętajcie, uparciuchy zwierzęce też są wspaniałe :)


http://www.harpercollins.pl/Recenzja napisana dzięki współpracy z wydawnictwem HarperCollins.