Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 grudnia 2016

"Kiedy wszystko się zmienia" Lisa De Jong

 
 Drugi tom cyklu "Rains" może nieźle zaskoczyć, gdyż główną bohaterką już nie jest Kate z "Kiedy pada deszcz", za to poznajemy jej współlokatorkę. Autorka daje nam całkiem nową historię Emery i Drake'a, choć nie obejdzie się tutaj bez wzmianek z poprzedniego tomu. Dwudziestoletnia Em jest zasadniczą studentką, ma swój plan na życie i usilnie do niego dąży. Oczywiście poprzez przypadek poznaje Drake'a, rozgrywającego w drużynie fotboolowej, a gdy do tego jeszcze zaczyna łączyć ich wspólny uczelniany projekt i uczucie, to otrzymujemy mieszankę wybuchową obu z pozoru silnych charakterów, które jednak mogą przetrwać tylko dzięki wzajemnej pomocy.

 Opis fabuły potrafi zniechęcić, nie ma w nim nic, co by przyciągało wzrok, ponieważ na rynku książki mamy dość dużo tego typu historii, jednak z pełną świadomością mogę powiedzieć, że ta  trzyma poziom pierwszej części, choć może nie jest tak ckliwa i skłaniająca do płaczu, to jednak ma swoją indywidualną fabułę i trzyma się problematyki, jaką postanowiła nam tutaj autorka przedstawić, a jeszcze w pewnym momencie serwuje nam całkowity zwrot akcji, którego raczej nikt się nie spodziewa, jakby tego było mało, to w tej książce nie ma bohatera, który nie byłby pokrzywdzony przez życie, co daje nam ogrom wielorakich emocji związanych z historiami z przeszłości. W dodatku żaden nie ponosi winy za koszmar jaki musiał przejść, jednak nadal jest im z tym ciężko, a otworzenie się na obcy świat wcale nie przychodzi łatwo, gdy otoczenie wystawia ci opinię i wymaga gry pod publikę.

 Drake, rozgrywający w akademickiej drużynie futbolowej zmaga się z koszmarem, którego przez bardzo długi czas nie chce nam ujawnić i mimo, że wydaje się być żałosnym kłamcą i podrywaczem, to jednak udowadnia nam, że to tylko pozory. Bohater, którego można jednocześnie kochać i nienawidzić, rozbudza w czytelnikach wiele sprzecznych emocji, by bardziej wciągnąć nas w jego historię i punkt widzenia.
Emery, jak już wspominałam, jest współlokatorką Kate, bohaterki poprzedniego tomu. Ukazuje nam się w wielu obliczach, raz jest typową domatorką z nosem w książkach, by później pokazać się nam na imprezie, gdzie wygłasza cięte riposty, najczęściej w stronę Drake'a. Ona również nie ma za sobą przyjemnej historii, często w samotności wspomina to, co ją gnębi, a wtedy poznajemy tę dziewczynę, którą chciałoby się przytulić i powiedzieć, że w końcu musi być lepiej.

 Na sam koniec dorzucę, że ta książka jest warta przeczytania, autorka udowadnia, że nie będzie nam w kółko pisała jednej historii, pokazuje umiejętność tworzenia nowych bohaterów, którzy nie są płascy, a w dodatku niesamowicie łączy historię tak, że nie mamy żalu, gdy żegnamy się z wątkiem Kate. Zdecydowanie emocjonalna, bywa denerwująca, czasami wywołuje uśmiech, lecz pod koniec zapiera dech w piersi, by po odłożeniu jej nie dało się szybko zapomnieć o istnieniu tego cyklu.


Recenzja pisana we współpracy z portalem Lubimy Czytać

wtorek, 22 listopada 2016

"Skazanie" Emma Chase



 Życie prawnika jest pełne stresu i nerwów, ciągle wystawiany na próbę, musi zachować zimną krew i słuchać dramatów swoich klientów, jak psycholog, tylko lepiej opłacany. Takim właśnie mężczyzną jest Jake Becker. Nieugięty, o wiecznie pokerowej twarzy, posiada wszystkie najlepsze cechy obrońcy, jednak jak zachowuje się w prawdziwym życiu? Cóż, drań jakich mało, chętny tylko do jednonocnych przygód, jego życie ocieka szczęściem, w końcu ma wszystko to, czego zamarzył. Do czasu.
 Wszystko się zmienia, gdy przypadkiem poznaje Chelsea McQuaid, a wraz z nią szóstkę dzieci, ściślej mówiąc siostrzeńców i siostrzenic. Potrzebuje jego pomocy, kobieta widocznie przestaje sobie radzić, jednak z początku nic z tego nie wynika, to dość twarda kobieta, która nie prosi pierwszego lepszego mężczyzny o pomoc przy dzieciach. Jednak niedługo Jake pozna jedną z najcięższych życiowych prac, przed którymi nawet ktoś taki jak, on może się ugiąć.

 Nie ma się po co przejmować tym, że Jake jest przedstawiony jako typowy „macho”, czy facet nie do zdarcia. Z początku faktycznie można do niego pałać niechęcią, jednak uwierzcie mi, że z czasem mądrzeje i robi się z niego całkiem przyzwoity mężczyzna i choć można się dalej doszukiwać jego defektów, to nie ma po co brać ich na poważnie, w końcu i tak nikt nie jest idealny. Najlepiej będzie jak wczujecie się w historię mężczyzny, który ma w sobie dużo z pedanta, a nagle jego idealnie poukładane życie przewraca się o 180 stopni. Samo jego zachowanie, mam wrażenie, że aż nieporadność, prowadzi do wielu komicznych sytuacji. Jednak są również momenty, w których aż się serce otwiera, gdy Jake walczy o słuszną sprawę i robi to z serca, oraz poczucia sprawiedliwości i powinności, a nie dla pieniędzy i dobrobytu.
 Nie zapominając o Chelsea, odważnej kobiecie, która podjęła się opieki nad szóstką dzieci, co według mnie oznacza wielką odwagę, gdyż nie każdy miałby w sobie tyle siły, by udźwignąć aż taką odpowiedzialność. Dlatego też można spokojnie powiedzieć, że jest to jedna z bardziej wartościowych bohaterek o jakich ostatnio słyszało się w literaturze kobiecej. Pełna ciepła, choć bojąca się obcych ludzi. Jedna, drobna kobieta, która ma przed sobą wiele przeszkód, które stara się pokonać sama.

 Ta książka nie jest kolejnym erotykiem, czy prostą historią miłosną, to całkowity rollercoaster, prawdopodobnie najlepsza i najbardziej grająca na emocjach książka Emmy Chase, jaka do tej pory ukazała się na naszym rynku. Ta historia w pełni zasłużyła sobie na takie dobre określenia. Możecie tutaj poznać wspaniałych bohaterów walczących o wspaniałą, lecz trudną sprawę. Zobaczycie tu kobietę, która przezwycięża swoje lęki i zaczyna walczyć o swoje pragnienia, ale zobaczycie też mężczyznę, któremu życie w końcu pokaże, że warto czasami patrzeć dalej niż na czubek swojego nosa. Ta książka udowadnia, że liczą się ważniejsze rzeczy, niż objętość portfela i materialne szczęścia, bo w końcu to inni dają nam szczęście, którego nie możemy kupić i właśnie z takim morałem was pozostawiam, mam nadzieję, że zachęci was to do przeczytania, bo naprawdę warto.



Recenzja powstała we współpracy z portalem Lubimy Czytać

środa, 19 października 2016

"Raze" Tillie Cole



Dwanaście lat temu wielu ludzi przeżyło swoje małe piekło. Kisa straciła miłość swojego życia i teraz musi poddawać się woli brutalnego narzeczonego, dwie rodziny straciły synów, jednak muszą żyć i iść dalej, oraz jeden mężczyzna, choć wtedy może jeszcze chłopiec trafił do więzienia o nieludzkich zasadach, które przekraczały nasze wyobrażenie brutalności. Ten mężczyzna teraz nie wie kim jest, może zwie się 818, może Raze, a może jeszcze inaczej. Nie pamięta swojej przeszłości, jest teraz maszyną do zabijania i chce się zemścić. Te wszystkie fakty po pewnym czasie się łączą, krążą wokół siebie, jednak najpierw właściwe osoby muszą na siebie trafić i rozwiązać zagadkę z przeszłości.

 Bohaterowie tej książki mieli naprawdę bardzo odmienne charaktery, każdy był oryginalny na swój sposób i to sobie cenię, szczególnie podoba mi się stworzenie takiego czarnego charakteru, jakim jest Alik, moim zdaniem tego faceta zdecydowanie nie da się lubić, to nie jest kolejny „zły, ale do kochania“, o nie, ten jest przesiąknięty tym do szpiku kości i właśnie tak powinno być. Co mogę powiedzieć o Kisie i 818? Myślę, że są stworzeni tak, byśmy mogli ich przejrzeć, by było nam łatwiej wczuć się w tę historię i nie mam żalu o ich stereotypy, w tej książce one po prostu giną i nie zwraca się na nie uwagi. Już nie tak bardzo razi mnie cicha, skryta dziewczyna, która jest źle traktowana i mężczyzna, który zachowuje się jak superbohater i ratuje ją bez najmniejszego problemu, ponieważ tutaj jest inaczej, to zbyt specyficzna historia na takie proste zakończenia.

 Raze, to książka, która zdecydowanie wywołuje dużą gamę emocji, niezwykle silnie działa na czytelnika i choć jest bardzo przewidywalna, to i tak chce się ją czytać. Czasami brakuje właśnie takich historii, niebanalnych, ale jednak do przewidzenia. Autorka idealnie oddaje znęcanie się i brutalność, jaka występuje nie tylko w książkach. Pokazuje, jak niektórzy mężczyźni tłamszą kobiety, jak je ubezwłasnowalniają, działają na ich psychikę i ranią ich ciała. Taki obraz w książce zostaje w głowie i oddziałuje później na czytającego, w końcu nie widzimy takiej przemocy codziennie, niektórzy nawet nie dopuszczają do siebie myśli, że ktoś może być tak traktowany, a jest. Właśnie to wstrząsnęło mną najbardziej i powodowało chęć dalszego czytania, trzymania kciuków za Kisę, by w końcu się uwolniła, zrobiła cokolwiek ze swoim życiem.

Polecam oczywiście osobom pełnoletnim ze względu na sporo scen erotycznych, szczególne zwracam się do tych, co uwielbiają skomplikowane historie, musicie to przeczytać ;)


Recenzja powstała we współpracy z portalem Lubimy Czytać

poniedziałek, 22 lutego 2016

"Obsydian" Jennifer L. Armentrout



 O matko, matko, matko! 
Tego nie da się przegapić, to trzeba przeczytać!
Książka, która ma ode mnie 10/10 na LC + po czytaniu reszty tomów informuję, że warto! Każdy tom zaskakuje coraz bardziej! Intrygująca i niepowtarzalna seria Lux, którą kocham, kocham i jeszcze raz kocham. Dawno nie oszalałam tak bardzo na punkcie żadnej książki, a co dopiero całej serii i można mówić, że nie jest idealna, brakuje jej czegoś, relacje są zbyt naciąganie - STOP! Wyrażam swoje zdanie na temat tej książki, a według mnie jest to jedna z lepszych książek, czy serii które czytałam kiedykolwiek. 

 Oficjalnie wstęp mamy już za sobą, choć może to być też zakończenie mojego zawziętego pisania, więc zapewne Was tutaj odeślę pod koniec tej notki, bo może ona wyglądać nieco inaczej niż dotychczasowe, tak działa na mnie ta książka, choć pierwszy tom czytałam ponad trzy miesiące temu

 Autorka wprowadza nas w zupełnie normalny świat w Zachodniej Wirginii, nic nie jest inne czy wyjątkowe. Nie ma apokalipsy zombie, wybuchu bomby atomowej, powodzi stulecia, czy epidemii. Świat wygląda tak samo jak zawsze. Telefony, laptopy, komórki, samochody, ludzie żyjący w biegu i to właśnie gdzieś tam poznajemy Katy, główną bohaterkę, która przeprowadziła się do Wirginii ze swoją matką. Jest zwykłą nastolatką, prowadzi bloga, recenzuje książki, dużo czyta. Typowy książkoholik, dzięki czemu łatwiej wczuwałam się w jej postać. Wszystko wydaje się być normalne i nudne, czyż nie?  Pewnie kolejna oklepana historia o nieszczęśliwej miłości, wojnie, wybuchach etc., a jednak nie. Okazuje się, że w Wirginii Zachodniej jest pełno Luksjan, prościej mówiąc - kosmitów. Tak, właśnie. Dodatkowo - to nie są zieloni kosmici. Tak, wyglądają tak samo jak my, wiecie - nos, usta, dwoje oczu, dwie nogi, dwie ręce, te sprawy. Dla dociekliwych - mówić też potrafią "po naszemu". Wszystko w sumie zaczyna się, gdy Katy poznaje Daemona. Urokliwego, seksownego Luksjanina z paskudnym charakterkiem ociekającym ironią, którego oficjalnie pokochałam, mąż jak się patrzy, bo nie ukrywam, że wiele jego tekstów pasowało do moich, zespoliłam się z tym bohaterem, poczułam jakąś więź, bo w końcu znalazłam bohatera, który zachowywał się podobnie do mnie samej i na to właśnie czekałam, ale powróćmy do tematu.
Akcja rozwija się w dobrym temacie i szybko nam wszystko upraszcza, gdy Katy zostaje zaatakowana, a Daemon... zamraża czas. Tak, dokładnie to właśnie robi ratując naszą bohaterkę i właśnie przez to życie Katy staje się zagrożone, a jedyną szansą na przetrwanie jest bycie blisko Demona, co jest wyjątkowo trudnym wyczynem.

"On i ten jego cholerny długopis!"

Wybaczcie, ale muszę jeszcze dodać coś na temat okładki... Och, okładka wspaniała, choć nie mówię tu o postaciach na niej, a o bokach! Cała seria jest idealnie spójna, nawet Obsesja, która wyszła kilka dni temu (17 lutego) ma spójny bok! Wielki plus, ogromne brawo za tak kolorystyczną serię, tak harmonijną i piękną, że mam ochotę podziwiać to na mojej półce całymi dniami

"Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Filmujesz się?
Wzięłam wolno głęboki wdech.
- W twoich ustach brzmi to co najmniej, jakbym nagrywała porno.
Daemon parsknął gardłowo.
- A robisz to?"


Historia pierwszego tomu serii Lux trzyma w napięciu, przy tym serwuje nam masę świetnych dialogów, zabawnych sytuacji w roli Daemona i Katy, choć pojawiają się chwile ciężkie do zgryzienia. Dodatkowo kilka razy aż chce się wejść do książki by udusić któregoś z bohaterów. Autorka eksperymentuje na naszych emocjach i sprawia, że nie idzie się oderwać od tej książki, a po skończeniu tomu chce się sięgnąć po następny i nie jest ważne, czy to po drugi, czy trzeci, czwarty, piąty... Po każdym tomie ma się ochotę na więcej i więcej, a Jennifer L. Armentrout ma talent do utrzymania czytelników w stanie kaca książkowego i nasilających się refleksji. Zdecydowanie polecam!