Genevieve Claremont jest siedemnastoletnią studentką pierwszego roku na prywatnej uczelni w Crestwood College. Właściwie zaczynamy z nią rok, gdy wujek Jim odwozi ją do akademika. Dziewczyna stara się zostawić przeszłość za sobą, nie myśleć o zmarłej matce, czy o ojcu, którego nigdy nie poznała, a w międzyczasie staramy się odgadnąć, czemu bohaterkę prześladują uczucia dziwnej nieważkości i motyli w brzuchu, które w większości nie są spowodowane widokiem przystojnego Reed'a Wellingtona. Wygląda na to, że ktoś lub coś zaraża naszej bohaterce, tylko jak pojąć to, co jest nam zupełnie obce? Jak zrozumieć istnienie istot, które wyobrażaliśmy sobie tylko w legendach, koszmarach, lub biblijnych historiach? I czy zwykła dziewczyna może się przed tym obronić?
Bardzo ważnymi istotami w tej książce są Anioły, które oczywiście nie są wyłącznie dobre, te złe do szpiku kości również mają tu swoje miejsce. Pomysł wydaje się dobry, lecz większość jest niesamowicie podobna do "Zmierzchu" Stephanie Meyer, tylko wiadomo, że tam chodziło o wampiry. Autorka bardzo miota się z czasem akcji, często przesuwa nas w dziwnych momentach o dzień, lub kilka do przodu, przez co można stracić rezon. Trzeba jednak w tym wszystkim dojrzeć ukryty wątek do którego nieświadomie zostaniemy wciągnięci, a autorka jeszcze nam to wszystko dokładnie, wręcz krok po kroku wyjaśnia i w mig wiemy, czego się spodziewać, przez co niestety bardzo szybko możemy odgadnąć zakończenie tej części.
Bohaterowie niespecjalnie nas przy sobie trzymają, posiadają wiele zapożyczeń z serii "Zmierzch". Ich reakcje są bardzo proste i przewidywalne, a charaktery niedopracowane, przez co niekiedy postacie są do bólu nieprawdziwe. Evie jest zwykłą, szarą myszką, przy tym z lekka naiwną dziewczyną, szczególnie, gdy w jej pobliżu jest Reed, lub Russell. Wydaje się zgadzać ze wszystkimi, nie mieć swojego zdania, lub w ogóle nie interesuje jej świat, który ją otacza, przynajmniej takie wrażenie odniosłam. Reed to kolejny książkowy przystojniak, zły chłopak, który zakochuje się w bezbronnej dziewczynie, choć z początku stara się ją odepchnąć, to szybko pokazuje nam, że jednak z całych sił będzie jej bronił. Russell to dla mnie typ bohatera pobocznego, który odgrywa tu bardzo dużą rolę, często stara się być blisko Genevieve, z czasem coś ich połączy, jednak wiadomo, że skoro nie jest Reed'em, to nie ma u niej większych szans.
Nie staram się nikogo zniechęcić, jestem pewna, że wielu osobom ta książka przypadnie do gustu, szczególnie, że jest zwrócona do młodszych czytelników. Trzeba jednak pamiętać, że to raczej książka "na jeden raz".
***
Tak odbiegając od tematu recenzji to... Życzę wam spokojnych, ciepłych i nie irytujących świąt, podczas których doznacie inwazji czytadełek pod choinką :D
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 grudnia 2016
wtorek, 13 grudnia 2016
"Kiedy wszystko się zmienia" Lisa De Jong
Drugi tom cyklu "Rains" może nieźle zaskoczyć, gdyż główną bohaterką już nie jest Kate z "Kiedy pada deszcz", za to poznajemy jej współlokatorkę. Autorka daje nam całkiem nową historię Emery i Drake'a, choć nie obejdzie się tutaj bez wzmianek z poprzedniego tomu. Dwudziestoletnia Em jest zasadniczą studentką, ma swój plan na życie i usilnie do niego dąży. Oczywiście poprzez przypadek poznaje Drake'a, rozgrywającego w drużynie fotboolowej, a gdy do tego jeszcze zaczyna łączyć ich wspólny uczelniany projekt i uczucie, to otrzymujemy mieszankę wybuchową obu z pozoru silnych charakterów, które jednak mogą przetrwać tylko dzięki wzajemnej pomocy.
Opis fabuły potrafi zniechęcić, nie ma w nim nic, co by przyciągało wzrok, ponieważ na rynku książki mamy dość dużo tego typu historii, jednak z pełną świadomością mogę powiedzieć, że ta trzyma poziom pierwszej części, choć może nie jest tak ckliwa i skłaniająca do płaczu, to jednak ma swoją indywidualną fabułę i trzyma się problematyki, jaką postanowiła nam tutaj autorka przedstawić, a jeszcze w pewnym momencie serwuje nam całkowity zwrot akcji, którego raczej nikt się nie spodziewa, jakby tego było mało, to w tej książce nie ma bohatera, który nie byłby pokrzywdzony przez życie, co daje nam ogrom wielorakich emocji związanych z historiami z przeszłości. W dodatku żaden nie ponosi winy za koszmar jaki musiał przejść, jednak nadal jest im z tym ciężko, a otworzenie się na obcy świat wcale nie przychodzi łatwo, gdy otoczenie wystawia ci opinię i wymaga gry pod publikę.
Drake, rozgrywający w akademickiej drużynie futbolowej zmaga się z koszmarem, którego przez bardzo długi czas nie chce nam ujawnić i mimo, że wydaje się być żałosnym kłamcą i podrywaczem, to jednak udowadnia nam, że to tylko pozory. Bohater, którego można jednocześnie kochać i nienawidzić, rozbudza w czytelnikach wiele sprzecznych emocji, by bardziej wciągnąć nas w jego historię i punkt widzenia.
Emery, jak już wspominałam, jest współlokatorką Kate, bohaterki poprzedniego tomu. Ukazuje nam się w wielu obliczach, raz jest typową domatorką z nosem w książkach, by później pokazać się nam na imprezie, gdzie wygłasza cięte riposty, najczęściej w stronę Drake'a. Ona również nie ma za sobą przyjemnej historii, często w samotności wspomina to, co ją gnębi, a wtedy poznajemy tę dziewczynę, którą chciałoby się przytulić i powiedzieć, że w końcu musi być lepiej.
Na sam koniec dorzucę, że ta książka jest warta przeczytania, autorka udowadnia, że nie będzie nam w kółko pisała jednej historii, pokazuje umiejętność tworzenia nowych bohaterów, którzy nie są płascy, a w dodatku niesamowicie łączy historię tak, że nie mamy żalu, gdy żegnamy się z wątkiem Kate. Zdecydowanie emocjonalna, bywa denerwująca, czasami wywołuje uśmiech, lecz pod koniec zapiera dech w piersi, by po odłożeniu jej nie dało się szybko zapomnieć o istnieniu tego cyklu.
Recenzja pisana we współpracy z portalem Lubimy Czytać
Opis fabuły potrafi zniechęcić, nie ma w nim nic, co by przyciągało wzrok, ponieważ na rynku książki mamy dość dużo tego typu historii, jednak z pełną świadomością mogę powiedzieć, że ta trzyma poziom pierwszej części, choć może nie jest tak ckliwa i skłaniająca do płaczu, to jednak ma swoją indywidualną fabułę i trzyma się problematyki, jaką postanowiła nam tutaj autorka przedstawić, a jeszcze w pewnym momencie serwuje nam całkowity zwrot akcji, którego raczej nikt się nie spodziewa, jakby tego było mało, to w tej książce nie ma bohatera, który nie byłby pokrzywdzony przez życie, co daje nam ogrom wielorakich emocji związanych z historiami z przeszłości. W dodatku żaden nie ponosi winy za koszmar jaki musiał przejść, jednak nadal jest im z tym ciężko, a otworzenie się na obcy świat wcale nie przychodzi łatwo, gdy otoczenie wystawia ci opinię i wymaga gry pod publikę.
Drake, rozgrywający w akademickiej drużynie futbolowej zmaga się z koszmarem, którego przez bardzo długi czas nie chce nam ujawnić i mimo, że wydaje się być żałosnym kłamcą i podrywaczem, to jednak udowadnia nam, że to tylko pozory. Bohater, którego można jednocześnie kochać i nienawidzić, rozbudza w czytelnikach wiele sprzecznych emocji, by bardziej wciągnąć nas w jego historię i punkt widzenia.
Emery, jak już wspominałam, jest współlokatorką Kate, bohaterki poprzedniego tomu. Ukazuje nam się w wielu obliczach, raz jest typową domatorką z nosem w książkach, by później pokazać się nam na imprezie, gdzie wygłasza cięte riposty, najczęściej w stronę Drake'a. Ona również nie ma za sobą przyjemnej historii, często w samotności wspomina to, co ją gnębi, a wtedy poznajemy tę dziewczynę, którą chciałoby się przytulić i powiedzieć, że w końcu musi być lepiej.
Na sam koniec dorzucę, że ta książka jest warta przeczytania, autorka udowadnia, że nie będzie nam w kółko pisała jednej historii, pokazuje umiejętność tworzenia nowych bohaterów, którzy nie są płascy, a w dodatku niesamowicie łączy historię tak, że nie mamy żalu, gdy żegnamy się z wątkiem Kate. Zdecydowanie emocjonalna, bywa denerwująca, czasami wywołuje uśmiech, lecz pod koniec zapiera dech w piersi, by po odłożeniu jej nie dało się szybko zapomnieć o istnieniu tego cyklu.
Recenzja pisana we współpracy z portalem Lubimy Czytaćponiedziałek, 1 sierpnia 2016
"Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej" Sarah Dessen
Pomińmy już, że opis z tyłu książki spoileruje wam fabułę dosłownie POŁOWY książki...
Emaline to dziewczyna, która ma wiele, jednak nie zawsze to docenia. Jej chłopak, Luke, jest prawie idealnym facetem. Ich związek jest długi i dość stonowany, nie ma w nim kłótni, czy dziwnych zachowań doprowadzających do zazdrości (do czasu). Ojczym głównej bohaterki to świetny gość, jedna z lepszych postaci w tej książce, jednak matka i ojciec powalili mnie na kolana swoimi poglądami i niedopowiedzeniami, jednak przynajmniej jedno z nich kocha swoją córkę. Świetnie, nie? Tak, tylko szkoda, że jedno zamieszanie w rodzinnym biznesie sprawia, że pojawia się Theo i psuje wszystko wraz z ojczymem głównej bohaterki. Oczywiście to tylko moje zdanie.
Ja naprawdę rozumiem zamysł stworzenia takiej fabuły, szczególnie, że uruchamia ona wiele emocji, niekoniecznie dobrych, ale zawsze. W końcu ja chciałabym zacząć czytać książki, które są naładowane pozytywnymi emocjami, ale chyba nie jest mi to dane. Dlatego też już mi ręce opadają na widok fabuł, gdzie jest dwóch facetów, jedna dziewczyna i to ona oczywiście wybiera tego "lepszego", a oni się o nią biją (spokojnie, nie dosłownie, nie spoileruje). Dziewczyny: tak się nie dzieje w 98% przypadków z normalnego życia, pamiętajcie o tym.
Gdy już nieskładnie przeszliśmy przez etap mojej irytacji, to możemy omówić inne, bardziej pozytywne fakty. Zaskoczyli mnie bohaterowie. Naprawdę, nie są bezosobowi, mają swoje życie i historię do której mamy otwarty dostęp, ponieważ wszystko jest opisane w książce i ułatwia nam to wczucie się w fabułę. Mimo zawirowań miłosnych, podoba mi się główna bohaterka, co jest chyba wyjątkiem w książkach młodzieżowych, więc jeśli chcecie polubić bohaterkę mimo jej czasowej głupoty, to zachęcam do przeczytania :)
Czy warto? Warto, jednak nie myślcie, że ona odmieni wasze życie, zmieni nastawienie, czy ujrzycie coś nowego, bo to po prostu lekka młodzieżówka, która ma dobrą, lecz niezbyt skomplikowaną fabułę. Można jednak przyczepić się o to, że autorka większość książek pisze na to samo kopyto, jednak jak ktoś nie będzie czytać jej książek ciągiem, to nie powinien mieć żadnych obiekcji ;)
Czy warto? Warto, jednak nie myślcie, że ona odmieni wasze życie, zmieni nastawienie, czy ujrzycie coś nowego, bo to po prostu lekka młodzieżówka, która ma dobrą, lecz niezbyt skomplikowaną fabułę. Można jednak przyczepić się o to, że autorka większość książek pisze na to samo kopyto, jednak jak ktoś nie będzie czytać jej książek ciągiem, to nie powinien mieć żadnych obiekcji ;)
niedziela, 26 czerwca 2016
TAG: Książki, które chcę przeczytać ponownie
Tak, tak, wiem, że to za bardzo nie jest TAG, ale oznaczenie jakieś musi być :D
Na pierwszy ogień oczywista seria, czyli znany wszystkim "Harry Potter". Wiem, że będę go czytać jeszcze wiele razy, choć moje egzemplarze już wołają do nieba o spokój i ciszę, bo niestety wiele lat użytkowania wcale ich nie odmłodziło i są w stanie opłakanym, jednak mam zamiar złapać się za nowe wydania, jednak i tak marzy mi się to wydanie powyżej, cały pakiet układający się w Hogwart, dodatkowo te okładki podobają mi się bardziej niż większość tych z nowego wydania (choć przyznam, że nowa okładka "Więźnia Azkabanu" jest boska).
Wiadomo, że Harry będzie ze mną zawsze, to była seria, która dorastała wraz z czytelnikiem i teraz można do tego jedynie wracać :)
Drugą (w moim przypadku) oczywistością jest seria "Obca" autorstwa Diany Gabaldon, czyli książki, które nauczyły mnie kochać powieści historyczne, szczególnie właśnie te fabularne, bo człowiek zapamiętuje z nich więcej niż z podręczników (nie mówię tu o szkole, tylko o samej chęci poznania jakiegoś okresu poprzez podręczniki). Wiadomo, autorka może się mylić i ta tutaj też nie jest nieomylna, szczególnie, gdy w grę wchodzą rodziny królewskie i ich pochodzenie, jednak każdy, kto zna w jakimś stopniu historię, ten szybko zapali sobie lampkę w głowie i przypomni wersję prawidłową. Dzięki Dianie Gabaldon pokochałam Jamiego Frasera, silnego szkota, jedną z lepszych postaci literackich, o jakich kiedykolwiek czytałam i wiem, że Jamie będzie ze mną długo ;)
Ta książka zdecydowanie jest jedną z moich ulubionych jeśli chodzi o Colleen Hoover (na pewno ulubioną z tych, co wyszły w Polsce). Maybe Someday zaskoczyło mnie swoją treścią, opisywało to, czego wielu ludzi się boi i to na co jest znieczulica. Porusza lęki i tematy tabu, jestem jej wierną fanką i zapewne nie raz powrócę do tej wspaniałej książki.
Cierpiałabym, gdyby w tym poście zabrakło "Wiedźmina" Andrzeja Sapkowskiego, czyli książek przeze mnie uwielbianych pod każdym względem. Nie będę wracała tylko do samych powieści, ale też do komiksów i gier, które dały mi wiele godzin radości z samego poznawania wiedźmińskiego świata i obyczajów.
"Marsjanin"... Nic dodać, nic ująć. Typowo moje klimaty, książka cieniutka (jak dla mnie), film też był jednym z lepszych w tej kategorii (i w końcu Polacy zyskali jakiś swój "udział" i mogą się pochwalić zrobieniem filmowej stacji kosmicznej), dodatkowo jest przezabawna, opisy czynności, dziennik głównego bohatera, to wszystko dodaje realizmu, choć wiemy, że ta powieść jest fikcją. Nie mam zamiaru porzucać "Marsjanina", będę go czytać jeszcze wiele razy i męczyć nim moich bliskich, bo w końcu jest tak cienki, że mogliby go przeczytać, czyż nie? :) Zresztą... Tej książki nie da się przeczytać tylko raz.
Nie wiem, dlaczego nie lecę jakoś po kolei, jednak moje ukochane cudo trafiło dopiero teraz. Przedstawiam milionowy raz ukochany "Pocałunek kier" Lynn Raven, mam ją za sobą dopiero dwa razy, jednak ta książka to swojego rodzaju mój nałóg, trafiłam na nią przypadkiem, przeczytałam i pokochałam. W tej książce nie kocham tylko męskiej postaci (choć tak, Mordana kocham bardziej), ale też polubiłam samą bohaterkę, a to już jest wyczyn. Ta książka jeszcze wiele razy będzie przeze mnie czytana, a w dodatku ta bestia na okładce *.*
To kolejna książka z przypadku, dostałam propozycję od grupy wydawniczej Helion i się zgodziłam i... Nie żałuję! Zakochałam się w "Oblubienicach wojny" bez pamięci. Główne bohaterki, które muszą pokonać swoje lęki przed wojną, napięcie, czasami widmo przeszłości, miłosne rozterki i wszystko w jednej książce, której się nie czyta, ją się pochłania i pamięta na długo. Nie trzeba więcej mówić, jeszcze będę do niej wracać.
Dzisiaj chyba na tyle :) Podałabym tutaj pewnie dużo więcej książek, bo ciężko wybierać z pięciuset, jednak wiem, że gusta pewnie mi się jeszcze zmienią, a niektóre książki są tak nowe, że miłość do nich jest świeża i może szybko przeminąć, a te tutaj są wybrane starannie i rozsądnie :)
Napiszcie mi swoje ulubione książki, które chcecie przeczytać ponownie, jestem ciekawa waszych wyborów :)
Na pierwszy ogień oczywista seria, czyli znany wszystkim "Harry Potter". Wiem, że będę go czytać jeszcze wiele razy, choć moje egzemplarze już wołają do nieba o spokój i ciszę, bo niestety wiele lat użytkowania wcale ich nie odmłodziło i są w stanie opłakanym, jednak mam zamiar złapać się za nowe wydania, jednak i tak marzy mi się to wydanie powyżej, cały pakiet układający się w Hogwart, dodatkowo te okładki podobają mi się bardziej niż większość tych z nowego wydania (choć przyznam, że nowa okładka "Więźnia Azkabanu" jest boska).
Wiadomo, że Harry będzie ze mną zawsze, to była seria, która dorastała wraz z czytelnikiem i teraz można do tego jedynie wracać :)
Drugą (w moim przypadku) oczywistością jest seria "Obca" autorstwa Diany Gabaldon, czyli książki, które nauczyły mnie kochać powieści historyczne, szczególnie właśnie te fabularne, bo człowiek zapamiętuje z nich więcej niż z podręczników (nie mówię tu o szkole, tylko o samej chęci poznania jakiegoś okresu poprzez podręczniki). Wiadomo, autorka może się mylić i ta tutaj też nie jest nieomylna, szczególnie, gdy w grę wchodzą rodziny królewskie i ich pochodzenie, jednak każdy, kto zna w jakimś stopniu historię, ten szybko zapali sobie lampkę w głowie i przypomni wersję prawidłową. Dzięki Dianie Gabaldon pokochałam Jamiego Frasera, silnego szkota, jedną z lepszych postaci literackich, o jakich kiedykolwiek czytałam i wiem, że Jamie będzie ze mną długo ;)
Ta książka zdecydowanie jest jedną z moich ulubionych jeśli chodzi o Colleen Hoover (na pewno ulubioną z tych, co wyszły w Polsce). Maybe Someday zaskoczyło mnie swoją treścią, opisywało to, czego wielu ludzi się boi i to na co jest znieczulica. Porusza lęki i tematy tabu, jestem jej wierną fanką i zapewne nie raz powrócę do tej wspaniałej książki.
Cierpiałabym, gdyby w tym poście zabrakło "Wiedźmina" Andrzeja Sapkowskiego, czyli książek przeze mnie uwielbianych pod każdym względem. Nie będę wracała tylko do samych powieści, ale też do komiksów i gier, które dały mi wiele godzin radości z samego poznawania wiedźmińskiego świata i obyczajów.
"Marsjanin"... Nic dodać, nic ująć. Typowo moje klimaty, książka cieniutka (jak dla mnie), film też był jednym z lepszych w tej kategorii (i w końcu Polacy zyskali jakiś swój "udział" i mogą się pochwalić zrobieniem filmowej stacji kosmicznej), dodatkowo jest przezabawna, opisy czynności, dziennik głównego bohatera, to wszystko dodaje realizmu, choć wiemy, że ta powieść jest fikcją. Nie mam zamiaru porzucać "Marsjanina", będę go czytać jeszcze wiele razy i męczyć nim moich bliskich, bo w końcu jest tak cienki, że mogliby go przeczytać, czyż nie? :) Zresztą... Tej książki nie da się przeczytać tylko raz.
Nie wiem, dlaczego nie lecę jakoś po kolei, jednak moje ukochane cudo trafiło dopiero teraz. Przedstawiam milionowy raz ukochany "Pocałunek kier" Lynn Raven, mam ją za sobą dopiero dwa razy, jednak ta książka to swojego rodzaju mój nałóg, trafiłam na nią przypadkiem, przeczytałam i pokochałam. W tej książce nie kocham tylko męskiej postaci (choć tak, Mordana kocham bardziej), ale też polubiłam samą bohaterkę, a to już jest wyczyn. Ta książka jeszcze wiele razy będzie przeze mnie czytana, a w dodatku ta bestia na okładce *.*
To kolejna książka z przypadku, dostałam propozycję od grupy wydawniczej Helion i się zgodziłam i... Nie żałuję! Zakochałam się w "Oblubienicach wojny" bez pamięci. Główne bohaterki, które muszą pokonać swoje lęki przed wojną, napięcie, czasami widmo przeszłości, miłosne rozterki i wszystko w jednej książce, której się nie czyta, ją się pochłania i pamięta na długo. Nie trzeba więcej mówić, jeszcze będę do niej wracać.
Dzisiaj chyba na tyle :) Podałabym tutaj pewnie dużo więcej książek, bo ciężko wybierać z pięciuset, jednak wiem, że gusta pewnie mi się jeszcze zmienią, a niektóre książki są tak nowe, że miłość do nich jest świeża i może szybko przeminąć, a te tutaj są wybrane starannie i rozsądnie :)
Napiszcie mi swoje ulubione książki, które chcecie przeczytać ponownie, jestem ciekawa waszych wyborów :)
piątek, 4 marca 2016
"Maybe Someday" Colleen Hoover
Sydney w jednej chwili traci wszystko. Praca, mieszkanie, mężczyzna jej życia... To wszystko przepadło w ciągu jednego dnia. Załamana dziewczyna trafia z walizkami na ulicę i w tym nieszczęśliwym momencie pojawia się Ridge, niesłyszący gitarzysta z bloku naprzeciwko, którego Sydney często podpatrywała na balkonie. Mężczyzna wyciąga do niej pomocną dłoń, jednak ich życie ma zmienić się drastycznie pod wpływem uczucia, które powoli zaczyna się ujawniać.
"Hej, serce. Słyszysz mnie? Wypowiadam Ci wojnę."
Książka jest niezwykle emocjonalna, podeszłam do niej z dużym entuzjazmem i wyczuwałam, że musi być dobra. Wywołuje gniew, wyciska łzy, powoduje dezorientację, po prostu wszystko na przełomie tylko 440 stron. Pod koniec płakałam jak bóbr, to mnie powaliło doszczętnie. Pokochałam bohaterów, wczuwałam się w ich życie jak tylko mogłam. Bolała mnie relacja głównego bohatera, ten trudny wybór, którego musiał dokonać (kto czytał ten wie, kto nie czytał - co ty jeszcze robisz?!) i pokazuje nam, że ludzie, którzy nie słyszą, żyją tak jak my, nie trzeba im współczuć, albo krzywo na nich patrzeć, czasami nawet są bardziej sprawni niż my, mają w sobie więcej motywacji, a nam nie chce się nawet czasami ruszyć tyłka z kanapy ;) Mamy też śmieszną relację między współlokatorem, a współlokatorką naszego głównego bohatera, którzy odrywają nas od wzruszenia i ciskają w siebie epitetami jak leci, choć szczerze mówiąc - niektóre fragmenty bym pominęła, ponieważ nijak nie miały się do fabuły.
Maybe Someday jest milion razy lepsza od Hopeless, którą przeczytałam pierwszą i choć już wcześniej uwielbiałam autorkę tej książki, to po tej po prostu oszalałam na punkcie jej książek jak jakaś psychofanka. Ta książka spowodowała, że sięgnęłam po wszystkie tytuły, te polskie i te angielskie i każda jej książka trzyma poziom, cuda nad cudami.
"Chcemy być wolni, żeby móc się kochać, ale na przeszkodzie stoją nam nieodpowiedni czas i lojalność. Oboje wiemy, czego chcemy, ale nie wiemy, jak to osiągnąć. Czy raczej: kiedy to osiągnąć."
Tak, wiem, że to krótka recenzja w porównaniu do innych, które piszę, jednak uważam, że ona nie musi być długa. To po prostu trzeba przeczytać, by wpaść w ten klimat, by poznać tych bohaterów i ich historię. To bardzo mądra książka, jedna z lepszych (choć ostatnio ciągle opisuję "te lepsze"), ale tak naprawdę to o takich książkach najtrudniej się pisze. Ja się podjęłam, może nie podołałam, jednak próbowałam. Serdecznie polecam.
środa, 24 lutego 2016
"Pocałunek Kier" Lynn Raven
Uwaga, uwaga! Nadchodzi recenzja jednego z moich najlepszych odkryć, do którego przeczytania zachęciła mnie... okładka. Tak, dokładnie tak, tym razem okładka zawojowała moje serce pierwsza, ale prawdopodobnie dlatego, że szukałam dla siebie ebooka i nie miałam dostępu do opisu z tyłu, a zbytnio... Nie chciało mi się szukać. Tak "Pocałunek Kier" wylądował w mojej Kindlowej biblioteczce i leżał, a ja z braku książek w końcu zabrałam się za tę lekturę i... przepadłam! Definitywnie. Wersji książkowej szukałam przez kilka miesięcy (choć teraz widzę, że pojawiła się w księgarniach Matras i InBook) i dopiero w tym miesiącu ją dorwałam, ale po przeczytaniu czułam, że muszę ją mieć, by następnym razem czytać ją naturalnie, w papierowej wersji. Koniecznie spojrzyjcie na tą książkę!
"-(...)podajcie mi mydło!
- Czy nie zapomnieliście o czymś? (...)
- Co?
- Jest takie proste słówko...!
- Och, naturalnie. Jaki ze mnie głupiec! - Natychmiast!"
Już pierwsze strony książki opisują nam porwanie uzdrowicielki z ludu Nirvadów przez pierwszego dowódce ludu Kier. Mordan jest słynnym "Krwawym Wilkiem", który jest uważany za największego i raczej najbrutalniejszego mordercę i to nie tylko poprzez swoich rodaków. Lijanas za to jest raczej niezbyt oficjalną narzeczoną księcia Nirvadów, porwaną w celu uzdrowienia króla wrogiego narodu. Oczywiście takie sytuacje wywołują stres, jednak Lijanas ciągle próbuje uciekać, co tylko pogarsza jej sytuację, a Mordan traktuje ją coraz bardziej brutalnie, jednak nasza bohaterka raczej niczego z tego nie wynosi. Mimo trudnego charakteru Mordana i oślego uporu Lijanas, okazuje się, że tę dwójkę zaczyna coś do siebie przyciągać i może wszystko byłoby dobrze, gdyby nie spisek przeciwko nim, który jest śmiertelną niespodzianką.
"Łagodnie, Mordanie, łagodnie! Masz ją traktować jak delikatny kwiat, mówił Levan. Delikatny kwiat? Ba! Ona jest jak przeklęty oset!"
Mordan jest kolejną postacią do której rwie moje serce. Odpychający, nienawistny, skupiony tylko na swoim zadaniu, a jednak okazuje się, że ma gdzieś jeszcze uczucia, tylko zostały mu wręcz brutalnie odebrane w przeszłości, został kiedyś złamany, odrodził się w tej gorszej wersji, jednak wcale nie okazuje się być typem zniewieściałego dupka, a wręcz potrafi rozbawić, lub wzruszyć, czego na początku bym o nim nie powiedziała. Uwielbiam tę postać i widzę, że autorka bardzo się postarała, zrobiła go "innego", wręcz niezwykłego pod względem innych książek o podobnych wątkach, co według mnie jest niesamowite i już powoli coraz trudniejsze.
"Biedna istota? Ba! Była kierską dziwką i nie była warta tyle, ile on mógł jej dać. Czy naprawdę sądziła, że pozwoliłby, żeby go zostawiła? Skompromitowała przed całym światem? Upokorzyła przed szlachetnie urodzonymi, jego przyjaciółmi? Nigdy! Już on jej pokaże, gdzie jest jej miejsce. Zatrzyma ją. Jakoś zniesie jej widok z tymi bliznami na twarzy. Zagryzł zęby. Była małą, plugawą dziwką. A teraz on zajmie się tą kierską bestią."
Książkę przeczytałam jednym tchem w jeden dzień. Nie mogłam się oderwać od akcji, która była wszędzie, a dodatkowo podobał mi się romans i Lynn Raven pokazała jak powinno łączyć się akcję i romans by sobie nie przeszkadzały i by były w odpowiednich dawkach, wtedy nie ma się poczucia, ze czegoś w lekturze jednak brakowało. Irytowałam się razem z Mordanem, martwiłam się Lijanas, odczuwałam ból po stracie, któregoś pobocznego bohatera, który był w jakimś stopniu, nawet małym, ale ważny. Emocje były nie do opisania, chciałam więcej i więcej! Na ostatnich stronach umierałam z ciekawości i skończyło się tak, jakbym chciała, fenomenalnie.
"Mordan, który unosi się nad nią. Gra jego mokrych od potu mięśni pod jej palcami, poskromiona siła. Jego usta, smakujące ziołami i słodyczą - starała się oddychać spokojnie - On ma rację! Zbliżyliśmy się do siebie, nawet, jeśli tak naprawdę tego nie pamiętamy."
Pierwsza myśl po skończeniu książki? Proste. To było pytanie. Dlaczego tylko jeden tom?! Ta książka nie mogła zostać tylko jedną historią, potrzebowałam więcej takich kopnięć, więcej tak dobrych historii, jednak... Nie będzie. Pocałunek Kier pozostanie jedną historią, bez ciągu dalszego, zakończoną na jednym tomie, powodującą ogromny niedosyt. Mogę powiedzieć, że byłabym gotowa zrobić napad na Lynn Raven tylko po to, by napisała jakąś kontynuację. Małe, a jednak wielkie marzenie. Ja szczerze powiem, że nie znalazłam podobnej, która by mnie zainteresowała. Choć jeśli ktoś to czyta i zna, to niech mi zostawi tytuł pod spodem, będę bardzo wdzięczna. Jeszcze raz: Fenomenalna, wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, dla mnie 10/10
poniedziałek, 22 lutego 2016
"Obsydian" Jennifer L. Armentrout
O matko, matko, matko!
Tego nie da się przegapić, to trzeba przeczytać!
Książka, która ma ode mnie 10/10 na LC + po czytaniu reszty tomów informuję, że warto! Każdy tom zaskakuje coraz bardziej! Intrygująca i niepowtarzalna seria Lux, którą kocham, kocham i jeszcze raz kocham. Dawno nie oszalałam tak bardzo na punkcie żadnej książki, a co dopiero całej serii i można mówić, że nie jest idealna, brakuje jej czegoś, relacje są zbyt naciąganie - STOP! Wyrażam swoje zdanie na temat tej książki, a według mnie jest to jedna z lepszych książek, czy serii które czytałam kiedykolwiek.
Oficjalnie wstęp mamy już za sobą, choć może to być też zakończenie mojego zawziętego pisania, więc zapewne Was tutaj odeślę pod koniec tej notki, bo może ona wyglądać nieco inaczej niż dotychczasowe, tak działa na mnie ta książka, choć pierwszy tom czytałam ponad trzy miesiące temu
Autorka wprowadza nas w zupełnie normalny świat w Zachodniej Wirginii, nic nie jest inne czy wyjątkowe. Nie ma apokalipsy zombie, wybuchu bomby atomowej, powodzi stulecia, czy epidemii. Świat wygląda tak samo jak zawsze. Telefony, laptopy, komórki, samochody, ludzie żyjący w biegu i to właśnie gdzieś tam poznajemy Katy, główną bohaterkę, która przeprowadziła się do Wirginii ze swoją matką. Jest zwykłą nastolatką, prowadzi bloga, recenzuje książki, dużo czyta. Typowy książkoholik, dzięki czemu łatwiej wczuwałam się w jej postać. Wszystko wydaje się być normalne i nudne, czyż nie? Pewnie kolejna oklepana historia o nieszczęśliwej miłości, wojnie, wybuchach etc., a jednak nie. Okazuje się, że w Wirginii Zachodniej jest pełno Luksjan, prościej mówiąc - kosmitów. Tak, właśnie. Dodatkowo - to nie są zieloni kosmici. Tak, wyglądają tak samo jak my, wiecie - nos, usta, dwoje oczu, dwie nogi, dwie ręce, te sprawy. Dla dociekliwych - mówić też potrafią "po naszemu". Wszystko w sumie zaczyna się, gdy Katy poznaje Daemona. Urokliwego, seksownego Luksjanina z paskudnym charakterkiem ociekającym ironią, którego oficjalnie pokochałam, mąż jak się patrzy, bo nie ukrywam, że wiele jego tekstów pasowało do moich, zespoliłam się z tym bohaterem, poczułam jakąś więź, bo w końcu znalazłam bohatera, który zachowywał się podobnie do mnie samej i na to właśnie czekałam, ale powróćmy do tematu.
Akcja rozwija się w dobrym temacie i szybko nam wszystko upraszcza, gdy Katy zostaje zaatakowana, a Daemon... zamraża czas. Tak, dokładnie to właśnie robi ratując naszą bohaterkę i właśnie przez to życie Katy staje się zagrożone, a jedyną szansą na przetrwanie jest bycie blisko Demona, co jest wyjątkowo trudnym wyczynem.
"On i ten jego cholerny długopis!"
Wybaczcie, ale muszę jeszcze dodać coś na temat okładki... Och, okładka wspaniała, choć nie mówię tu o postaciach na niej, a o bokach! Cała seria jest idealnie spójna, nawet Obsesja, która wyszła kilka dni temu (17 lutego) ma spójny bok! Wielki plus, ogromne brawo za tak kolorystyczną serię, tak harmonijną i piękną, że mam ochotę podziwiać to na mojej półce całymi dniami
"Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Filmujesz się?
Wzięłam wolno głęboki wdech.
- W twoich ustach brzmi to co najmniej, jakbym nagrywała porno.
Daemon parsknął gardłowo.
- A robisz to?"
Historia pierwszego tomu serii Lux trzyma w napięciu, przy tym serwuje nam masę świetnych dialogów, zabawnych sytuacji w roli Daemona i Katy, choć pojawiają się chwile ciężkie do zgryzienia. Dodatkowo kilka razy aż chce się wejść do książki by udusić któregoś z bohaterów. Autorka eksperymentuje na naszych emocjach i sprawia, że nie idzie się oderwać od tej książki, a po skończeniu tomu chce się sięgnąć po następny i nie jest ważne, czy to po drugi, czy trzeci, czwarty, piąty... Po każdym tomie ma się ochotę na więcej i więcej, a Jennifer L. Armentrout ma talent do utrzymania czytelników w stanie kaca książkowego i nasilających się refleksji. Zdecydowanie polecam!
Etykiety:
Filia,
ironia,
Jennifer L. Armentrout,
kosmici,
ludzie,
miłość,
młodzieżowe,
niebezpieczeństwo,
nienawiść,
odrzucenie,
paranormal romance,
przyjaźń,
romans,
walka
sobota, 20 lutego 2016
"Rywalki" Kiera Cass
Rywalki... Czytałam to dość dawno, pewnie pominę wiele istotnych fragmentów, ale mam ochotę powiedzieć na temat tej książki coś od siebie, a co!
P.S Wybaczcie jeśli będzie tu za dużo dygresji.
"Tata przykrył moje dłonie swoimi, skłaniając, żebym spojrzała mu w oczy. Starałam się ukryć niepokój.
- Ale niezależnie od wszystkiego chcę, żebyś była kochana. Zasługujesz na to i mam nadzieję, że wyjdziesz za mąż z miłości, a nie z powodu numerka."
Książka sama w sobie jest bardzo urocza, sama okładka powala na kolana, piękna suknia, o której w sumie bałabym się nawet marzyć, ale w XXI wieku wyjście w niej na jakąś uroczystość równałoby się z dziwnymi spojrzeniami, może nawet wyśmianiem, bo przecież teraz większość kobiet tak się nie nosi, dokładniej mówiąc, prawie wcale nic nie noszą, coś w stylu "jak najmniej, byle w granicach prawa". Przepraszam, to była czysta refleksja.
"Pierwsza miłość zostaje z tobą na całe życie."
Minęło sporo czasu od przeczytania tej książki i nie mogę powiedzieć, że jej nie lubię, bo byłoby to kłamstwem, jednak po przeczytaniu trzech tomów sądzę, że to jednak nie na mój wiek, drażniły mnie już od pierwszego tomu rozterki miłosne głównej bohaterki, które ostatnio są w prawie każdej książce. Lubię romanse, związki, ale niech się już jakieś układają, bo przez trzy tomy myślałam, że czytam to samo, tylko wycięte i wklejone na innych stronach. Poza tym fabuła bardzo przypadła mi do gustu jednak żałuję, że nie skończyłam na pierwszym tomie, bo wtedy moja opinia byłaby zdecydowanie lepsza.
Zachęcam Was jednak do jej przeczytania, bo jest to luźna lektura, nie wymaga dużo od czytelnika, mi wystarczyło kilka godzin bym ją pożarła w całości i miała kaca książkowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













