Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HarperCollins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HarperCollins. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

"Firstlife. Pierwsze życie" Gena Showalter



 Życie zaczyna się dopiero po śmierci, dla tej historii właśnie taka jest rzeczywistość, tylko umiera się szybciej, a każdy musi do dnia swojej śmierci wybrać frakcję do której dołączą- Trojkę, lub Miriadę, obie toczą zażarty bój o Niezwerbowanych. Tenley od zawsze posiadała ogromny dar, moc tak wielką, że obie frakcje pragną mieć ją po swojej stronie. Mimo wszystko Ten nie chce opowiedzieć się za żadną stroną, a niedługo ma się przekonać, że takie niezdecydowanie i zwlekanie przynosi niekoniecznie dobre skutki.

 Trójkąt miłosny! Tak, nikt by się nie spodziewał, że to już tryliardowa powieść z trójkątem miłosnym (bo przecież przy każdej nastolatce zawsze kręci się dwóch chłopaków, tak?). Poznajcie Kiliana i Archera, dwóch adonisów, którzy kręcą się wokół naszej głównej bohaterki. Kilian jest aroganckim, zapatrzonym w siebie egoistą, a Archer... Hem... Archer jest przystojny (postać tak płaska, że nie ma co o niej powiedzieć). Kogo wybrała Tenley? Oczywiście Kiliana, co możemy poznać po większym skupieniu się na jego osobie i cechach w książce. Tak, dobrze się czyta książki z trójkątem miłosny, ale to jest temat wałkowany od lat i nic nowego nam to już nie wniesie. Możemy jednak zawsze skoncentrować się na głównej bohaterce, która nie grzeszy inteligencją, jest bardziej łatwowierna niż dziecko, a mimo to uważa, że jest dość aspołeczna i zamknięta na innych. Cóż, z większą sprzecznością się jeszcze nie spotkałam

 Powieść jaką jest "Firstlife" z pewnością przynosi wiele sprzeczności, między innymi dlatego, że bardzo kojarzy się z wieloma innymi książkami, przykładowo z "Niezgodną" V. Roth, albo z "Plagą samobójców" S. Young, co mówi nam, że nie jest łatwo napisać książkę bez (nawet przypadkowego) wzorowania się na tym co przeczytaliśmy. Pozytyw jest taki, że jeśli ktoś jest fanem wymienionych powyżej książek, to może po tę sięgnąć bez wahania, inaczej jest z tymi, co jeszcze mają lekkie uprzedzenia. Historia, która jest zawarta w tej książce, nie mówi nam praktycznie nic. Często błądziłam i szukałam odniesienia do tego, co autorka wymyśliła i nam podała na tacy, jednak dla mnie motyw przewodni był niemal niewyczuwalny, niezbyt było wiadomo o co chodzi samej autorce, a bohaterka chyba nie wiedziała nic o tym, co robi. Tak, dostajemy świetną akcję, ciągle coś się dzieje, nie ma momentu, byśmy się nudzili, jednak ona do niczego nie prowadzi. Do teraz nie mam pojęcia o co chodziło (a może po prostu nie umiem czytać ;) ). W dodatku jeśli myślicie, że przez całą książkę poznacie moc głównej bohaterki, to jesteście w błędzie, nie znajdziecie wzmianki o tym, a przecież książka nie należy do tych króciutkich. Nie wiem dlaczego autorka nam tego nie zdradziła, ale przecież nie opisała też dokładnie świata w jakim się poruszamy., czasami zmieniała wygląd bohaterów (a szkoda), nie mamy pojęcia też o ludziach odpowiedzialnych za frakcje. Jedyne co muszę przyznać, to fakt, że zakończenie książki sprawiło, że moja ocena jest wyższa, ale mnie łatwo przekonać samymi zakończeniami, bo wiadomo, że dobrze napisane zakończenie jest większością sukcesu, ludzie po prostu je najbardziej zapamiętują i dlatego strasznie oddziałuje to na ocenę końcową.

Podsumowując: książka wciąga mimo swoich błędów, zmarnowany potencjał książki, bohaterowie naiwni i płytcy, w dodatku mamy standardowy trójkąt miłosny, historia nie należy do najlepszych, ale za to okładka jest przepiękna. Wyczuwam, że to kolejna książka z tych, które albo się kocha, albo nienawidzi. Cóż, ja się bardziej skłaniam ku tej drugiej opcji, a wy?


http://www.harpercollins.pl/Recenzja napisana dzięki współpracy z wydawnictwem HarperCollins.

poniedziałek, 13 marca 2017

"Ukryte działania" Margot Lee Shetterly

 Temat segregacji rasowej, częstego poniżania ze względu na płeć, brak równości płac i tuszowanie tego wszystkiego przez wiele, wiele lat. Takie właśnie tematy porusza ta książka o czterech czarnoskórych afroamerykanek, które pracowały jako jedne pierwszych i nielicznych matematyczek (płci żeńskiej) w NASA, zwanej też jako NACA. Kobiety te pracowały tam jako "liczące", jednak w pracy traktowane były nierówno. Miały dużo niższe pensje od mężczyzn, dodatkowo były na gorszych warunkach pracy. Każdego dnia zmagały się z rasizmem i dyskryminacją ze strony innych - "białych" pracowników. Jednak, gdyby nie one, to podejrzewam, że misje wysyłania ludzi w kosmos opóźniłyby się w stopniu bardzo znaczącym, co doprowadziłoby do wielu strat, nie tylko materialnych. Te kobiety robiły to, co uważały za słuszne, szły pod prąd i nie poddawały się, choć wielu na ich miejscu by nie podołało.

  Książka z pewnością ma wiele kontrowersyjnych tematów, nawet w obecnych czasach. Nie da się nie zauważyć, że kolor skóry, kraj pochodzenia, czy płeć, to nadal tematy tabu w wielu sytuacjach. Wstyd, że mimo XXI wieku, wielu nowych technologii, możliwości zwiedzania różnych krajów i przede wszystkim - mimo posiadania wykształcenia i prawa do studiowania, istnieją nadal tematy segregacji rasowej, płci i wielu innych przypadków, którym ludzie zrobili "przekrój" wiele lat temu i podzielili na te "gorsze" i "lepsze". Cieszę się, że ta książka łamie stereotypy, a pokazuje fakty. Wygląd człowieka nie mówi nam nic o jego intelekcie i gatunek homosapiens powinien pojąć to już wiele lat temu. Jestem dumna z tych kobiet, które prą do przodu i zdobywają sukcesy bez podążaniu metodą "po trupach".
 Autorka tej książki nie przedstawiła nam cukierkowych faktów, nie podkoloryzowała fabuły, by ta była bardziej "zjadliwa" dla czytelnika. Z pewnością to by tylko zepsuło tę książkę. Mamy tu także wiele naukowych określeń, z pewnością pasjonaci NASA będą tym usatysfakcjonowani, ja jestem w tym temacie całkowitym laikiem, więc często przerywałam czytanie, by sprawdzić dokładniej o co chodzi poprzez wpisywanie haseł w internet. Zapewniam od razu, że to tylko moja dociekliwość sprawiała, że chciałam się dowiedzieć więcej, ogólnie da się przeczytać całość ze zrozumieniem bez sprawdzania terminów i znaczeń niektórych słów. Autorka włożyła bardzo dużo w wiele informacji, które pojawiły się w tej książce, jak oryginalne fragmenty wywiadów i reportaże, mamy cały opis konkretnych dni, pogody, obecnych tam ludzi, co robi ogromne wrażenie, ale czasami może przytłoczyć i porządnie zniechęcić do dalszego poznawania fabuły, trzeba wtedy zagryźć zęby i wytrzymać, opłaca się. Znajdziemy tu też zdjęcia, które tylko pomogą nam sobie wszystko zobrazować. Trzeba się tu spodziewać większej ilości czystych faktów, które nie zawsze trzymają się rytmu powieści, a częściej nabierają kształt podobny do literatury faktu, według mnie po prostu znajduje się gdzieś pomiędzy.   Książka należy do tych, które "otwierają oczy" i zaciekawiają czytelnika, ja byłam bardzo zadowolona z możliwości przeczytania tej powieści, poznania kawałka historii, co choć trochę poszerzyło moją wiedzę, w końcu trzeba być otwartym na nowe, czyż nie?

 Polecam fanom NASA i licznych smaczków naukowych, ale szczególnie zachęcam do przeczytania każdego, to jedna z tych książek, które po prostu warto znać :)


http://www.harpercollins.pl/Dziękuję oczywiście wydawnictwu HarperCollins Polska za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

czwartek, 9 marca 2017

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa" Kirsty Moseley


 Czasami chcielibyśmy cofnąć niektóre z naszych czynów, a powody do tego są różne, od wygłupienia się i wstydu, do przestępstwa, jak u głównego bohatera tej książki. Wtedy, gdy nie ma realnej możliwości naprawy, większość chce zacząć od nowa, z czystą kartą. Jedynak czy z taką przeszłością, jaką ma główny bohater da się mieć spokojną przyszłość? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie po zapoznaniu się z tą powieścią.

 Jamie Cole dopiero co wyszedł z poprawczaka i już zdążył się wpakować w kłopoty, które doprowadziły go pod ścianę, bez większej możliwości ucieczki. Chłopak stara się zacząć życie od nowa, choć i tak nie będzie mu dane mieć czystej karty. Teraz pozostało mu dążenie do ponownego odzyskania swojego życia. Pewnego dnia w klubie poznaje Ellie i odtąd będzie musiał zmagać się jeszcze bardziej z przeciwnościami losu, by móc mieć to, czego sam z całej siły pragnie.
 Ellie jest całkowitym przeciwieństwem Jamiego. Pochodzi z zamożnej rodziny, jest popularna jako cheerleaderka i ma idealnego chłopaka, jednak dochodzi między nimi do rozstania, a dziewczyna chce odetchnąć, ulec zabawie i z pewnością nie chce się angażować w nowy związek. Coś się jednak zmieni, a ona sama będzie tym w dużej mierze zaskoczona. Za szybko stara się poukładać swoje życie, a to niekoniecznie może skończyć się po jej myśli.

 Fabuła jest typowa, jak dla większości romansów dla młodzieży, jednak czyta się ją naprawdę szybko i książka wciąga niemiłosiernie, a czytelnik wciąż chce wiedzieć co dalej. Sądzę, że to dobre zagranie dla tej powieści, świadczy o tym, że autorka potrafi zaciekawić czytelnika i utrzymywać w nim nutę niepewności do ostatniej strony, choć historia wcale nie przewiduje zawrotnych zwrotów akcji, choć końcówka może być dla tych „przewidywalnych” niezłym zdziwieniem. Idąc nie po kolei, wspomnę też o początku, w który dość ciężko się wgryźć, bo jest poprowadzony zbyt prostolinijnie, jednak później wszystko wraca na swoje tory i wynagradza początkową „mękę”, więc pamiętajcie, że trzeba się zawziąć i przetrwać ten początek. Tempo akcji jest niezwykle szybkie, autorka zaczęła zbyt dużo wątków, by później najwidoczniej zdać sobie sprawę, że trzeba je szybko ukończyć i dlatego są one pobieżne, czasami wręcz zbędne. Wykreowanie bohaterów również pozostawia wiele do życzenia, niestety wyszli oni płasko i mają w sobie tylko kilka wybijających się mocno cech, jak np. wrażenie, że Ellie jest zbyt ufna, które towarzyszyło mi przez większość książki. Gdyby rozwinąć bardziej ich cechy, to zapewne mielibyśmy parę świetnych bohaterów, a tak nie wyróżniają się specjalnie z tłumu. Nie spotkamy się tu jednak z nadmiernymi i wręcz zbędnymi opisami, autorka zrobiła nam tę przysługę i była rzeczowa, dzięki czemu książkę się pochłania bez pamięci i przy tym nie widzi z początku większości niedociągnięć, które tu się znajdują. Plusem jest też to, że główny bohater nie jest doskonały, a to jest ponoć bardzo rzadko spotykane i jestem bardzo zadowolona z tego, że w końcu mężczyzna w powieści nie jest przesadnie wykreowany, ma swoje wady i nie wygląda jak Adonis, co wpływa na fakt, że można wyobrazić go sobie realnie, jako zwykłego, realnego chłopaka.


 Z pewnością spodoba się tym, którzy nie czytali na tony romansów dla młodzieży, ponieważ może to być dla nich świetną odskocznią od zupełnie innych książek. Polecam też fanom gatunku, z pewnością znajdą tutaj to, co lubią.

http://www.harpercollins.pl/
Dziękuję oczywiście wydawnictwu HarperCollins Polska za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.


wtorek, 29 listopada 2016

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Magiczne miejsca i postacie. Kolorowanka

 Nie od dziś wiadomo, że wszystko, co dotyczy świata Harrego Pottera zyskuje rozgłos. Było tak szczególnie w przypadku dodatków do serii, które obecnie są u nas niezwykle pożądanymi białymi krukami, a setki czytelników czekają na dodruk tych małych tajemniczych książeczek. Byłam w posiadaniu jednej z nich i nadal podziwiam J.K Rowling za stworzenie tylu odłamów świata magii. Nazwała każde zwierzę i opisała je, a teraz, po premierze filmu wszyscy mogą je zobaczyć. Nie ma chyba lepszego momentu na wkroczenie w świat kolorowanek, gdy już wiemy o co chodzi, możemy sobie wszystko zwizualizować, więc zostaje nam tylko przystąpić do kolorowania.


 Kolorowanka zawiera wiele pięknych rysunków, którym możemy dodać barw. Mamy wiele postaci i różne stopnie "trudności", ponieważ kolorowanki składają się czasami z bardzo wielu elementów, w dodatku tak drobnych, że ciężko się dopatrzyć w nich jakiegoś kształtu, jednak po pokolorowaniu wszystko jest przejrzyste, a obrazek zaczyna żyć własnym życiem w naszej wyobraźni. Mamy tutaj cały szereg postaci, oczywiście z pełnym podziałem na te lubiane i te, za którymi raczej mało osób przepada, jednak zawsze można je ciekawie pomalować i nadać im całkiem nowy charakter, a dodatkowo zajmie nam to całkiem wiele czasu, którego nie spędzimy np. przed komputerem ;)

 Nie dajcie się zwieść, dorośli też mogą kolorować i wcale nie jest to dziwne! W dobie kolorowanek antystresowych ta nie będzie czymś niezwykle wyróżniającym się pośród tłumu i swobodnie możecie podziwiać ilustracje bez słyszenia zbędnych komentarzy o byciu zdziecinniałym.
Niech was też nie zniechęcają te trudniejsze ilustracje, przecież nie musicie wszystkiego kolorować! Spokojnie, kilka stron może zostać w oryginalnych barwach, a zamiast tego można wziąć te łatwiejsze, mniej czasochłonne obrazki. Wystarczy chcieć, a wbrew pozorom, takie kolorowanie naprawdę uspokaja, trzeba tylko przestać się przejmować dokładnością, to ma być zabawa, w końcu nie musicie brać udziału w żadnych konkursach, czyż nie?

 Każdy z nas jest inny i lubi coś innego, jednak jest wiele osób lubiących rysowanie, a mówię tu o młodszych i starszych, w końcu wielu z nas nie kolorowało od dzieciństwa, a warto do tego wrócić. Dlatego też polecam Wam tę kolorowankę i życzę wielu godzin spędzonego z kredkami w dłoniach ;)
http://www.harpercollins.pl/

wtorek, 25 października 2016

"Nie poddawaj się" Rainbow Rowell



 Rainbow Rowel była dla mnie jedną z autorek, których książki musiałam posiadać na swojej półce i gorzko tego pożałowałam. Po wspaniałym Fangirl sięgnęłam po "Eleonorę i Parka", książkę która mocno obiżyła mój zachwyt, po przeczytaniu "Lini serc" i "Załącznika" stwierdziłam, że książki tej Pani zaczynają być średnie, kierują się ku dołowi, ale wydała teraz "Nie poddawaj się" i moja opinia zaniżyła się jeszcze bardziej poprzez wszystkie zapożyczenia autorki.

 Simon Snow, główny bohater książki, zaczyna właśnie ostatni rok w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie zapomnijmy również, że jest uznawany za najpotężniejszego czarodzieja na świecie, choć do tej pory nie radzi sobie z czarami, jego różdżka płata mu figle, albo to on jest taką ciapą, że nie potrafi się poduczyć. Naszego bohatera od początku prześladuje pech, jego dziewczyna go zostawia, a jego największy wróg, Baz, kombinuje za jego plecami, przynajmniej sprawia takie wrażenie. W świecie czarodziei dzieje się coś złego i tylko Simon może temu podołać.

 Ta książka jest dla mnie niesmaczna i wcale nie chodzi tu o nietolerowanie homoseksualizmu, który przewija się na stronach tej książki, tylko o wiele zapożyczeń, które autorka starała się ukryć, a jednak całkiem jej to nie wyszło. Simon jest strasznie podobny do Harrego Pottera, Baz do Draco Malfoya, a Penny faktycznie jest dziwną mieszanką Rona i Hermiony. Mimo, że wszystko to jest okryte w miarę dobrą akcją, to jednak J.K.Rowling pisała bardzo charakterystycznie i nawet najmniejsze zapożyczenie z jej serii jest widoczne gołym okiem i może właśnie dlatego nie ma więcej książek o czarodziejach, które osiągnęłyby taki sukces. W dodatku nie wiem, jak mam traktować "Nie poddawaj się", czy jako fanfik, czy może odrębną powieść. Nie mogę tutaj nawet powiedzieć o oryginalności bohaterów, gdyż według mnie, nie ma tu jej za grosz. Zdecydowanie niepotrzebna książka, źle rozwinięty poboczny wątek z "Fangirl", tamte fanfiki powinny zostać na swoim miejscu, a autorka na rzecz tej historii mogła zrobić coś innego, mniej charakterystycznego i byłoby po problemie.

 Niestety, kolejna mocno średnia książka, oceniam ją jako całość, nie podniosę jej opinii poprzez zakończenie, gdyż autorka powinna popracować nad całokształtem. Nie zachęcam do czytania, równocześnie również nie zniechęcam. 

http://www.harpercollins.pl/Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Harper Collins

niedziela, 25 września 2016

"Załącznik" Rainbow Rowell



 Jeśli dostaniecie pracę w administracji bezpieczeństwa danych, to nigdy nie wierzcie w prawdziwe znaczenie nazwy tego stanowiska, a jeśli pracujecie w korporacji, to po przeczytaniu tej książki pomyślicie dwa razy zanim wyślecie głupkowatego maila do znajomej z innego działu.

 Lincoln trafił w dziesiątkę, dostał dobrą pracę w swoim zawodzie, jednak nie polega ona na tym co sobie wyobrażał i teraz zamiast walczyć z hakerami, czyta cudze maile, raportuje i wysyła upomnienia. Jednak wystarczyła dziwna wymiana maili między Beth i Jennifer, by cała jego rzetelność się załamała i trafiła do kosza, ponieważ bohater po dłuższym czasie czytania ich wiadomości zaczyna zdawać sobie sprawę z uczucia, jakim darzy Beth, tylko jak to jej teraz wyjaśnić, skoro nawet się nie znają?

 Czekałam na taką książkę z utęsknieniem, pokochałam Lincolna za tę jego życiową nieporadność, za sceny z jego matką, która jest zdecydowanie zbyt opiekuńcza wobec swojego dorosłego już syna i bardzo dobrze, że bohater nie daje się wrobić w bycie mamisynkiem. Uwielbiam również Beth, która zaskoczyła mnie samą swoją osobą, to nie była kolejna denerwująca bohaterka i naprawdę miło ją wspominam. Bohaterowie w tej książce są niepowtarzalni, a przynajmniej takie jest moje zdanie i według mnie w tej książce trochę odwróciły się role, w końcu mamy dość bezradnego faceta.
 Dodatkowo dialogi, czy raczej w większości maile rozwaliły mnie na łopatki, w tej książce czuć humor, nie idzie się nie uśmiechnąć i właśnie dlatego tak szybko udało mi się przeczytać tę książkę. Beth i Jennifer są po prostu mistrzyniami w pisaniu przedziwnych wiadomości, a ja chciałam ich tylko więcej i więcej.
  Pomysł na fabułę jest dość intrygujący, nie spodziewałam się czegoś takiego w tej książce, od bardzo dawna czekałam na coś, czego nie kojarzyłabym sobie z innymi książkami, po prostu coś oryginalnego, jeśli chodzi o otoczenie i zamysł i jest! Historia dorosłych ludzi, których losy przecinają się w dość nietypowy sposób, niby wiedzą o sobie, jednak się nie znają, dodatkowo dochodzi to czytanie maili, świetny i kreatywny pomysł, trzeba to przyznać

 Ta książka może i jest prosta, ale mięknie przy niej serce i warto po nią sięgnąć, by się rozpłynąć, polecam ją wam i liczę na to, że będziecie ją czytać z uśmiechem na ustach.

http://www.harpercollins.pl/ Podziękowania za możliwość napisania tej recenzji należą się wydawnictwu HarperCollins :)

czwartek, 4 sierpnia 2016

"Dosięgnąć gwiazd" Susan Mallery



 Nina Wentworth, to dziewczyna, która na swoich barkach utrzymuje relacje rodzinne wraz z problemami. Boryka się ze swoją lekkoduszną matką, która nie ma pojęcia o odpowiedzialności i wszystkie obowiązki zrzuca na trzydziestoletnią córkę. Wiemy, że wieczne naprawianie czyichś błędów jest wyczerpujące, a główna bohaterka robi to już od dłuższego czasu i chciałaby w końcu zasmakować innego życia. Właśnie wtedy na jej drodze pojawiają się dwaj mężczyźni, którzy mają zamiar nieco zakręcić jej w głowie.

Według mnie najlepszymi postaciami w książce są Kyle i Dylan, choć nawet do nich podchodziłam bardzo sceptycznie, jednak akurat ci bohaterowie byli bardzo wiarygodni i świetnie spędzało mi się czas przy fragmentach w których się znajdowali. Czasami jednak bywały momenty w których diametralnie zmieniałam zdanie co do bohaterów, ale efekt końcowy jest taki, że do końca książki nie znalazłam lepszych postaci, widocznie taki mój typ i koniec.
Główna bohaterka (znowu) nie przypadła mi do gustu. Nie lubię takich fajtłap, które nie potrafią przez wiele lat wziąć swojego życia w swoje ręce i pozwalają zrzucać na siebie szereg obowiązków, które do nich nie należą, a miałam wrażenie, że Nina właśnie taka jest i trochę mnie to ubodło, bo naprawdę starałam się uwierzyć w tę bohaterkę.
Siostra Niny jest dla mnie wyblakła, niczym kolejna powielana osoba z serii "domyśl się, że masz mi pomóc". Nie wiem dlaczego, ale właśnie takie wrażenie odniosłam, może to po prostu kolejna dziwna bohaterka bez możliwości? Nie potrafiąca się postawić i zaprzeczyć chęciom rodziny? Chyba właśnie za taką ją uważam i zdania raczej nie zmienię :)
Matki nie będę opisywać, niestety to już przeszło moje pojęcie na temat niepoukładanych rodziców, którzy wciąż żyją młodzieńczymi latami mimo odchowanych dzieci, jednak to faktycznie trzeba przeczytać, ponieważ aż nie mam słów do opisania tej dziwnej relacji.

 Kolejna książka, która powiela tematy poprzednich. Susan Mallery niestety nie przebiła się tutaj oryginalnością, jednak jej książka mimo małej objętości, nie jest jedną z tych, które szybko się czyta, a szczególnie, gdy początek nie zachwyca. Ja miałam dość spore problemy z tą pozycją, nie mogłam znieść kolejnej książki z tym samym tematem, co poprzednia. To tak jakby wszyscy cały czas pisali to samo i powiedzmy sobie szczerze, że niektórzy autorzy często ściągają pomysły z książek innych autorów, co jest tak bardzo widoczne choćby po stylu pisania... Tu właśnie miałam takie wrażenie, ale biorąc pod uwagę, że ostatnio jest "moda" na trójkąty miłosne i bolesne historie, to czego mam wymagać, skoro wszyscy piszą o tym samym w young/new adult, czy po prostu obyczajówkach?

 Polecam wszystkim, którzy nie chcą zwykłej i lekkiej lektury, bo ta książka nie jest "odmóżdżaczem", tylko przy niej faktycznie trzeba myśleć, by móc analizować zachowania i składać fakty.
http://www.harpercollins.pl/Dziękuję HarperCollins Polska za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

"Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej" Sarah Dessen

Pomińmy już, że opis z tyłu książki spoileruje wam fabułę dosłownie POŁOWY książki...

 Emaline to dziewczyna, która ma wiele, jednak nie zawsze to docenia. Jej chłopak, Luke, jest prawie idealnym facetem. Ich związek jest długi i dość stonowany, nie ma w nim kłótni, czy dziwnych zachowań doprowadzających do zazdrości (do czasu). Ojczym głównej bohaterki to świetny gość, jedna z lepszych postaci w tej książce, jednak matka i ojciec powalili mnie na kolana swoimi poglądami i niedopowiedzeniami, jednak przynajmniej jedno z nich kocha swoją córkę. Świetnie, nie? Tak, tylko szkoda, że jedno zamieszanie w rodzinnym biznesie sprawia, że pojawia się Theo i psuje wszystko wraz z ojczymem głównej bohaterki. Oczywiście to tylko moje zdanie.
 Ja naprawdę rozumiem zamysł stworzenia takiej fabuły, szczególnie, że uruchamia ona wiele emocji, niekoniecznie dobrych, ale zawsze. W końcu ja chciałabym zacząć czytać książki, które są naładowane pozytywnymi emocjami, ale chyba nie jest mi to dane. Dlatego też już mi ręce opadają na widok fabuł, gdzie jest dwóch facetów, jedna dziewczyna i to ona oczywiście wybiera tego "lepszego", a oni się o nią biją (spokojnie, nie dosłownie, nie spoileruje). Dziewczyny: tak się nie dzieje w 98% przypadków z normalnego życia, pamiętajcie o tym. 
 Gdy już nieskładnie przeszliśmy przez etap mojej irytacji, to możemy omówić inne, bardziej pozytywne fakty. Zaskoczyli mnie bohaterowie. Naprawdę, nie są bezosobowi, mają swoje życie i historię do której mamy otwarty dostęp, ponieważ wszystko jest opisane w książce i ułatwia nam to wczucie się w fabułę. Mimo zawirowań miłosnych, podoba mi się główna bohaterka, co jest chyba wyjątkiem w książkach młodzieżowych, więc jeśli chcecie polubić bohaterkę mimo jej czasowej głupoty, to zachęcam do przeczytania :)

Czy warto? Warto, jednak nie myślcie, że ona odmieni wasze życie, zmieni nastawienie, czy ujrzycie coś nowego, bo to po prostu lekka młodzieżówka, która ma dobrą, lecz niezbyt skomplikowaną fabułę. Można jednak przyczepić się o to, że autorka większość książek pisze na to samo kopyto, jednak jak ktoś nie będzie czytać jej książek ciągiem, to nie powinien mieć żadnych obiekcji ;)
Szczególnie polecam młodzieży, choć też z przymrużeniem oka na niektóre fakty, które są po prostu zbyt cukierkowe.

http://www.harpercollins.pl/Dziękuję oczywiście wydawnictwu HarperCollins Polska za udostępnienie mi tej książki do recenzji.

środa, 25 maja 2016

"Teraz albo nigdy" Sarah Dessen


 Historia opowiada o Macy, dziewczynie, która straciła ojca, ale w pewnym sensie także i matkę, która nie potrafiła poradzić sobie ze stratą i rzuciła się w wir pracy i "idealnego" podejścia do życia. Bankiety, równo ułożony przedziałek, idealny makijaż, oczywiście jej córka też musiała być dla niej idealna, ale tylko ta, która z nią mieszka, gdyż może się wydawać, że zapomniała o swojej starszej córce z którą już nie mieszka. Dlatego też Macy miała z pozoru idealnego, mądrego chłopaka i dzięki niemu zdobyła "wymarzoną" pracę, drugim powodem była chęć nie bycia kojarzoną tylko jako "ta, której ojciec umarł". Stara się być we wszystkim dobra, by nie przynieść wstydu swoim bliskim. Wydaje się świetnie, nie? Jednak wcale tak nie jest. Nasza główna bohaterka nie zdaje sobie sprawy, że wciąż udaje, a dodatkowo jej udawanie jest przesadne i sztuczne, zresztą nie ma po co udawać, bo to świetna dziewczyna, jednak mamy tutaj nacisk najbliższego środowiska. Spokojnie, niedługo wszystko się zmieni.

 Podczas jednego z idealnych (tak, te powtórzenia są celowe) bankietów promujących, wyprawianych oczywiście przez matkę Macy, nie wszystko idzie idealnie. Catering ma mały problem, opóźnienie i potrzebują pomocy, oczywiście organizatorka tonie w nerwach, jednak wszystko powoli zaczyna się opanowywać. Macy poznaje większość ekipy, w tym Wesa, chłopaka, który, jak się później okazuje, nie miał wcale kolorowej przeszłości. Wszystko zaczyna nabierać tempa, związek bohaterki się komplikuje przez jej idiotycznego chłopaka z tak głupiego powodu, że powinna dawno kopnąć go wiadomo w co, zaczyna też dodatkowo pracować w Fortunie, tak, w tej firmie cateringowej z bankietu.
To, co się tam wydarzy musicie już przeczytać sami, tak, musicie :D

 Książka pokazuje nam zmianę człowieka, jak wpływ środowiska może nas zdusić, albo uwolnić od łańcuchów przeszłości i "idealnie" wykreowanej rzeczywistości. Pokazuje próby i błędy, miłość, nie tylko tą szczęśliwą, ale też tą, którą trzeba odzyskać, wręcz wymusić, by przełamały się bariery w psychice i żeby w końcu żyć normalnej. Och, jeszcze jedno. Ta historia ukazuje, że ludzie z pozoru idealni wcale nie muszą tacy być. Przeważnie nie widzą nic dalej niż koniec własnego nosa.

 Emocje związane z książką? Powiem tak, wiele rzeczy potrafiło mnie zdenerwować, zgrzytałam zębami, gdy czytałam fragmenty w których było coś o Jasonie, czyli tym "świetnym" chłopaku Macy, wzruszałam się czasami przy Wesie, szczególnie, gdy wszystko się w pewien sposób wyjaśniło. Irytowała mnie od początku matka, która zająć się córką, ech... Po prostu sama zachowała się jak mała dziewczynka i odcięła Macy od świata zewnętrznego, co mi się całkowicie nie podobało, bo jej matka miała jakiś syndrom chęci władzy absolutnej. Serio, potrafię zrozumieć ból, cierpienie i rozpacz po utracie bliskich, szczególnie z rodziny, nie jest mi to obce, ale nie można wtedy popaść w rutynę, trzeba walczyć o swoje życie, bo niszcząc je, ranimy nie tylko siebie, ale też pamięć o zmarłej osobie. To zdecydowanie kontrowersyjna książka, zajmuje dziwne stanowisko, ale jest zarazem bardzo wartościowa, moich emocji nie trzeba dalej opisywać, były bardzo wybuchowe i bardzo różne :)

Polecam tę książkę każdemu, dosłownie. Jest ona lekka mimo swojej tematyki, jednak urzeka, czyta się ją szybko i koniecznie musicie poznać jej historię, całą treść, a nie tylko moją marną pisaninę :D
http://www.harpercollins.pl/ Dziękuję też wydawnictwu HarperCollins Polska za możliwość zrecenzowania tej książki ;)